MICROTEA czyli gorąca nowość od WATERDROP!


Kiedy pisałam w maju o WATERDROP, nie sądziłam, że marka tak często zaskakuje swoich klientów nowościami. Oprócz nowych smaków microdrinków, regularnie są wypuszczane również limitowane edycje butelek szklanych oraz ze stali nierdzewnej. Ich design tworzony jest przy współudziale uzdolnionych projektantów takich jak ANNA RUDAKHVASS & HANNIBAL czy ATELIER KARASINSKI. W letniej kolekcji pojawiły się również butelki inspirowane działami wybitnego austriackiego malarza GUSTAVA KLIMT, na których znajdziemy m.in. światowej sławy obraz "Pocałunek".*

źródło: nl.waterdrop.com                   

Dzięki takim działaniom marka bardzo umiejętnie stymuluje chęć nabywania przez Klientów kolejnych butelek, w celu nieustannego wzbogacania swojej kolekcji.

Kiedy mój zbiór przekroczył już ilość sześciu sztuk, postanowiłam chwilowo wstrzymać kupowanie kolejnych limitowanych butelkowych perełek, by móc w pełni nacieszyć się tymi już zdobytymi wcześniej. Wstrzemięźliwość ta miała trwać mniej więcej do wiosny aby wraz z nowym sezonem wystąpić z jakąś kolejną szałową nowością z niebanalnym printem. 


Niestety cały mój misterny plan został skutecznie zrujnowany przez kolejny newsletter Waterdrop, w którym to uprzejmie poinformowano o najnowszej propozycji na sezon jesienno-zimowy czyli napojach serwowanych na ciepło o kuszącej nazwie #microtea. Oczywiście wraz z pojawieniem się w ofercie nowych dropów, nie mogło również zabraknąć naczyń do godnego jej spożywania. 

I kolejny już raz w batalii zdrowy rozsądek versus mania kupowania wygrała jak zwykle ta ostatnia. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że będąc członkiem grupy na Facebooku skupiającej w sobie miłośników marki, zauważyłam, że nie jestem osamotniona w tym nałogu. Co więcej, są tam gorsze przypadki od mojego, duuuuużo gorsze.


Mimo wszystko aby zachować resztki godności i honoru wobec siebie, postanowiłam kupić tylko i wyłącznie jedno nowe naczynie. Tym razem padło na kubek termiczny. Co prawda zdecydowanie się na wybór tego konkretnego pod względem koloru i pojemności, zajęło mi trochę czasu ale nie na tyle dużo aby odejść ze sklepu z kwitkiem. Jak się okazało, niepohamowanych zakupoholików jest cała masa. Kubki wyprzedały się do zera w ciągu kilku dni pomimo, że były dostępne aż dwie pojemności i to w sześciu różnych wariantach do wyboru.

źródło: pl.waterdrop.com        

Nowe herbatki od WATERDROP idealnie się sprawdzą w czasie, w którym temperatura na zewnątrz jest nieszczególnie zachęca do spożywania zimnych napojów. Ciepła herbata natomiast to zupełnie coś innego. 

Występują w trzech wariantach smakowych:

ORIENTAL SPICE

FRUIT FUSSION

WHITE BLOSSOM

Każda z nich oferuje inne walory i doznania smakowe. Oriental Spice ma wyrazisty i intensywny smaku imbiru i chilli z dodatkiem prozdrowotnej kurkumy. Fruit Fussion to owocowy smak jagody w połączeniu z hibiskusem i dziką różą. White Blossom natomiast łączy w sobie delikatną białą herbatę z kwiatem lipy i jagodą.

Moim zdecydowanym faworytem jest Oriental Spice, który jest wprost idealny na aktualny sezon grypowy oraz pobolewające gardło.


W momencie kiedy miałam kończyć ten wpis, otrzymałam kolejnego maila - tym razem z nowościami świątecznymi. Kolekcja MERRY to połączenie aromatycznego jabłka i pomarańczy z nutą cynamonu. Oczywiście najlepiej smakuje serwowana w zielonych szklankach bądź w szklanej butelce z ośnieżonym szczytem w tle. Zestawy utrzymane w świątecznym klimacie, idealnie sprawdzą się jako gwiazdkowe prezenty, podobnie jak kalendarze adwentowe z niespodzianką w każdym okienku.

źródło: pl.waterdrop.com                       

Niezmiennie korzystając z poniższego linka otrzymujecie 25zł rabatu na całe zakupy:

https://prz.io/PgvoQlSm

*wszystkich tych, których zafascynowała twórczość Gustava Klimta odsyłam do muzeum mieszczącego się w wiedeńskim kompleksie pałacowym Belweder, gdzie podziwiać można najsłynniejsze austriackie działa sztuki. 

To właśnie tam znajdziecie działa Klimta, Schiele czy Kokoschki, a plusem pandemicznych czasów jest to, że wystawy są teraz dostępne w formie wirtualnego (darmowego) zwiedzania, do którego serdecznie zachęcam.

Hotel w fabryce marcepanu czyli ALMOND BUSINESS & SPA!

Planując pobyt nad polskim morzem, mamy setki opcji do wyboru: drogo, tanio, blisko i daleko od plaży. Adekwatnie do swoich potrzeb możemy zatrzymać się w hotelu, kempingu czy coraz bardziej popularnych od "samuśkich Tater" aż po Bałtyk - aparthotelech. Jednak jakkolwiek by nie kombinować, to przyjazd do Trójmiasta w sezonie wakacyjnym może być porównywalny wyłącznie do Sylwestra w Zakopanem - to się po prostu nie może się udać.

booking.com       

I tak ja - największy przeciwnik urlopowania w sezonie, w dodatku w miejscowości powszechnie uznawanej za #mustvisit w wakacje czyli w Gdańsku, na środku Długiego Targu w trakcie trwania Jarmarku Dominikańskiego z metrową walizą z ładunkiem przynajmniej o jedną parę butów za dużo, z miłością do bliźniego w oczach, szukam mojej noclegowej destynacji czyli ALMOND BUSINESS & SPA.

booking.com     

Hotel ten wybrałam trochę przez przypadek, trochę na podstawie mocno rozwiniętej przez lata intuicji podróżniczej. W pierwszej kolejności przekonał mnie fakt, iż znajduje się on z dala od głównych duktów turystycznych Gdańska czyli Długiego Targu, Mariackiej i Chmielnej. Dwa, że miał basen.

LOKALIZACJA

Hotel znajduje się na Starych Przedmieściach Gdańska, tzn. przy ulicy Toruńskiej, tuż obok przystani Żabi Kruk. Jeżeli celem waszego wyjazdu jest aktywne zwiedzanie, Almond stanowi fantastyczną bazę wypadową. Kilkuminutowy spacer dzieli hotel od przystanku tramwajowego, z którego dojedziecie na plażę w Jelitkowie albo na Stogi. Podobnie jest z przystankiem Szybkiej Kolei Miejskiej czyli SKM. Do stacji Śródmieście jest równo 7 minut piechotą. Jak ktoś nie gustuje w przystankach komunikacji miejskiej to dokładnie obok jest Galeria Forum. Podobnie jak większość atrakcji Gdańska, wszystko mniej więcej w zasięgu 15 minutowej przechadzki. 

W związku z powyższym pchanie się gdziekolwiek samochodem szczerze odradzam.

hotelalmond.pl      

HOTEL

Jeżeli w hotelu cenicie sobie coś więcej niż tylko: czysta pościel, wygodne łóżko i łazienka z bieżącą wodą, to Almond Was z pewnością nie zawiedzie. Powstał on w 2016 roku w całkowicie odnowionym budynku, który sam w sobie ma posiada bardzo długą i ciekawą historię. 

Pierwotnie wybudowany był w 1868 roku jako pralnia garnizonowa dla koszar Wiebe'go dla wojsk piechoty Cesarstwa Niemieckiego. Po I wojnie światowej gdy Gdańsk odzyskał ponownie status Wolnego Miasta, budynek został sprzedany Ewaldowi Doering, który w roku 1922 otworzył w nim Fabrykę Marcepanu i Kakao "Saturn", działającą aż do końca II wojny światowej. 


Całkowicie spalony w wyniku działań wojennych budynek nie został objęty ani planem odbudowy ani późniejszych rewitalizacji. Jako własność państwowa niszczał jako pustostan przez dekady.  Cztery lata temu odrodził się pod nową postacią czyli hotelu o migdałowej nazwie.

skycanner.pl      

Przekraczając hotelowy próg odczuwamy autentyczne przeniesienie w czasie. Trzeba przyznać, że projektantom udało się perfekcyjnie odtworzyć dawny klimat tego miejsca. Wszechobecny kolor świeżo palonego kakao oraz podświetlane marcepanowe lady przy recepcji oraz lobby barze, robią duże wrażenie wizualne i z pewnością zachwycą niejednego estetę. 


Jeżeli połączymy to wszystko z uśmiechniętą obsługą to składa nam się to na idealny początek pobytu wakacyjnego.

POKOJE

Hotel dysponuje kilkoma powierzchniami do wyboru: 19, 20, 25m2 standardowe dwójki oraz 35m2 apartamenty typu Junior Suite. Wnętrze pokoju jest już utrzymane w nowoczesnej konwencji hotelowej na poziomie 4 gwiazdek. Czysto, schludnie i funkcjonalnie. Przestronna łazienka z prysznicem, balkon z widokiem.

hotelscombined.pl     

Bez fajerwerków ale przyczepić się też nie ma do czego. 

No może i jest, jak zawsze, i to w większości hoteli, tych nawet uważanych za obrzydliwie drogie i ekskluzywne. Hotelarze! Kto Wam wmawia, że te cieniutkie plastikowe poduszki są fajne? Otóż nie, nie są!  Dlatego ja nauczona hotelowym doświadczeniem, od lat wielu mam zawsze ze sobą mojego cudownego ergonomicznego i turystycznego tempura, więc hotelowe poduszki przestały mi być jakkolwiek straszne, bardzo polecam. Wszyscy, którzy są lekko po trzydziestce i budzą się rano z bólem karku, na pewno mnie rozumieją.

BASEN & SPA

Dla mnie hotel z zapleczem basenowo-saunowym to absolutne minimum socjalne na wyjeździe. Z pogodą bywa różnie. Jest albo za gorąco, albo zimno i pada, albo zwyczajnie nie chce nam się przez jeden dzień zwiedzać i włączmy opcję SPA. 


W Almond basen nie jest za wielkich rozmiarów podobnie jak cała przestrzeń z jacuzzi i saunami. W przypadku małego obłożenia raczej nie ma problemu, jednak przy większej ilości gości, którzy jednocześnie chcą skorzystać z tej części hotelu, może być to nieco problematyczne. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze obostrzenia związane w Covid-19, które znacząco ograniczają ilość osób przebywających na jednym metrze kwadratowym. Podczas mojego pobytu absolutnie nie było z tym problemu, korzystaliśmy ze wszystkiego do woli, wielokrotnie nawet będąc na basenie sami. 

tripadvisor.com                 

Rozmiar basenu jest taki w sam raz, 40 długości spokojnie wystarczy aby się trochę zmęczyć, do tego hydromasaż oraz ważna informacja dla alergików, woda nie jest chlorowana. Czystość wody utrzymywana jest za pomocą koloidów srebra. To metoda, która  jest coraz bardziej popularna w obiektach hotelowych, a jej główną zaletą jest brak unoszącego się wszędzie zapachu chloru. 
W strefie są dwie sauny fińska i parowa oraz całkiem spora wanna z bąbelkami. Cieszy również fakt, że całość jest czynna do 22, a nie jak w przypadku innych hoteli tylko do 20.

Goście mogą również skorzystać z zabiegów relaksacyjno - upiększających, które oferuje SPA. Mnie nie było to niestety dane. Motyw przewodni tego pobytu był pod znakiem podróży koleją i tramwajami do oporu, a nie płaszczenia czterech liter na masażach. 
Taki life.
miejscakonferencyjne.pl     

JEDZENIE

To jedyna rzecz, której absolutnie nie polecam w tym hotelu i piszę to ku przestrodze abyście nigdy i to przenigdy nie rezerwowali tutaj noclegu ze śniadaniem. Jeżeli to zrobicie pomimo moich ostrzeżeń musicie się liczyć z tym, że niczego nie będziecie już jeść do późnych godzin popołudniowych i ominie Was milion sposobności do przetestowania nowych knajpek rozlokowanych po całym Trójmieście. Bo jak degustować jedzenie z pełnym pyszności żołądkiem. No jak?


Śniadanie w Almond jest boskie i różnorodne. Każdy ale to bezwzględnie każdy znajdzie na nim coś dla siebie. Na zimno, ciepło, słodko lub wytrawnie. A dział z deserami to już jest zło bezwzględne, bo są tak pyszne, że chcesz pożreć 3, a nie jeden. I nieważne, że jesteś cukrzykiem bądź na detoksie. Ostatnio tak bardzo zachwycona śniadaniem byłam w Andel'sie w Łodzi, gdzie również nie można było sobie odmówić przyjemności spróbowania absolutnie wszystkiego.


Jakby tego było mało, integralną częścią hotelu jest restauracja "Magiel", która również przyciąga do siebie amatorów dobrego jedzenia. Krótka karta, świeże składniki to tylko niektóre jej atuty, które na szybko udało mi się zaobserwować. Byłam tylko raz i z racji wcześniejszej bezwzględnej satysfakcji gastronomicznej, byłam w stanie wciągnąć jedynie genialnego śledzia z pieczonymi ziemniakami, jak oto na zdjęciu poniżej.


Niebywałym atutem tego miejsca jest również malownicze położenie. Przy sprzyjającej pogodzie, przed restauracją są wystawione leżaki w bezpośrednim sąsiedztwie wspomnianej już wcześniej przystani Zabi Kruk. Taka okoliczność przyrody sprawia, że picie wieczornego drinka może być o niebo przyjemniejsze niż spożywanie go na gwarnej i zatłoczonej Wyspie Spichrzów. 

Jeżeli dysponujecie własną motorówką, na lunch czy drinka, możecie sobie podpłynąć pod Almond o dowolnej porze dnia czy wieczoru.

mojekonferencje.pl     

PODSUMOWANIE

Hotel Almond Business & SPA jest godny polecenia i to pod każdym względem. Dogodna lokalizacja, świetna jakość w stosunku do ceny, dobre jedzenie oraz sympatyczny personel. 

To miejsce, które z pewnością i to z miłą chęcią odwiedzę ponownie, planując kolejną podróż do Gdańska.




MAZOWSZE MEDI SPA - narty, majówka i upalne lato!



MAZOWSZE MEDI SPA to miejsce, w którym można w pełni wypocząć na łonie przyrody. Każdy miłośnik Beskidu Śląskiego ceniący piękne widoki oraz znaczącą odległość od zatłoczonych i gwarnych deptaków miejscowości turystycznych z pewnością doceni ten kameralny ośrodek zatopiony w zielonych lasach Jaszowca.


Historia obiektu sięga wczesnych lat 60-tych kiedy to na fali zachwytu Ustroniem, zaczęto na potęgę budować obiekty wypoczynkowe dla dużych zakładów pracy. Jaszowiec według ówczesnej władzy PRL miał się stać kompleksowo zagospodarowanym obszarem rekreacyjnym dla klasy robotniczej. Projekt w skali bez precedensu został ukończony kilka lat później  stając się miejscem wypoczynku pracowników Petrochemii Płock, Rafinerii Nafty, Rybnickiej Fabryki Maszyn Górniczych oraz wielu innych.

Pięknie położone obiekty przyciągały turystów przez dziesiątki lat. Wraz z upadkiem lub prywatyzacją zakładów pracy, które nimi administrowały większość domów wczasowych również przechodziła ciężkie chwile. Pomimo, iż podjęto decyzję o ich sprzedaży prywatnym właścicielom, nie wszystkie znalazły swoich nabywców i to do dnia dzisiejszego. Całkowicie zarośnięte, czekają na powrót do swojej świetności sprzed lat.



Szczęśliwie, nie wszystkie postpereelowskie placówki do zadań wczasowych bezpowrotnie straciły swój blask. Wjeżdżając do Jaszowca od ulicy Stromej, możemy się o tym bardzo szybko przekonać. Kolorowe bannery zachęcają do skorzystania z usług dwóch najprężniej działających domów wczasowych jakimi są: 

KOLEJARZ (z gwiazdkami w logo, które są jedynie elementem dekoracyjnym, nie mającym jakiegokolwiek związku z klasyfikacją standardu obiektu hotelowego), oraz MAZOWSZE MEDI SPA.


Recenzję Kolejarza pozostawię na kolejny artykuł, tym czasem skupię się na Mazowszu Medi Spa, który w ogólnej ocenie użytkowników serwisu Booking.com w roku 2018, uzyskał wynik 8,3 na 10 możliwych punktów. 

Gości Mazowsza zachwyca w pierwszej kolejności okolica: otaczające obiekt lasy, piękny o każdej porze roku widok na górę Czantorię oraz bliskość szlaków turystycznych np. na Równicę. Następnie, strefa saun i aqua, usługi SPA oraz profesjonalne zabiegi rehabilitacyjne. Czystość oraz profesjonalizm obsługi goście Mazowsza również oceniają na poziomie: bardzo dobry.

Aż ciśnie się w usta pokerowe SPRAWDZAM!


Osobiście z ośrodkami wypoczynkowymi miałam do czynienia wyłącznie w latach osiemdziesiątych, kiedy to wraz z rodzicami, dzielnie odwiedzałam takie placówki kilka razy do roku i to w różnych zakątkach Polski.  Od Tatr aż po Juratę.

Jak wiadomo z wiekiem gusta się zmieniają, a i wymagania względem pobytu wypoczynkowego również. 

Przekraczając próg Mazowsze Medi Spa nie miałam wrażenia powrotu do przeszłości. Z  parkingu kierujemy się do przestronnej recepcji, gdzie wita nas uśmiechnięta obsługa. Niby drobny gest ale gdy czujemy, że nie jest wymuszony jakoś milej odbieramy miejsce do którego właśnie przybyliśmy. Nie wiem jak Wam ale mnie wielokrotnie zdarzało się meldować w hotelach typu luksusowego, gdzie recepcjonista mimo całej swojej serdeczności miał ton głosu, który w domyśle brzmiał "jak miło, że jesteś ale się wcale nie cieszymy ... " 

Dla mnie pierwszy kontakt jest niesłychanie ważny gdyż jest wyznacznikiem atmosfery jaka panuje w danym miejscu. W Mazowszu czuje się wyjątkową przytulność.


Niewątpliwym reliktem przeszłości są pokoje. Niestety w komunistycznych czasach klasa robotnicza nie mogła cieszyć dużą przestrzenią. Pokój typu standard może być z powodzeniem wykorzystywany wyłącznie przez jedną osobę. Jeżeli lubicie większą przestrzeń, zarezerwujcie sobie comfort albo dwupokojowy apartament. Bez względu na powierzchnię wszystkie pokoje są urządzone w podobnym standardzie i pachną czystością. Funkcjonalna łazienka z prysznicem spełnia swoje zadanie. Jeżeli miałabym szukać dziury w całym, to z pewnością byłoby to podwójne łóżko. Jakoś tak było dziwnie połączone.


Od wielu już lat Mazowsze Medi Spa specjalizuje się w pobytach prozdrowotnych. Decydując się na przyjazd możemy dobrać sobie odpowiednią dla nas dietę (np. Dr. Bardadyna), odnowę biologiczną lub pakiety rehabilitacyjne. Na miejscu czeka też wiele atrakcji oraz aktywności fizycznych. Dla chętnych organizowane są piesze wycieczki po beskidzkich szlakach oraz nordic-walking. Mazowsze dysponuje również "prywatnym" potokiem Jaszowiec, nad którym możemy się wylegiwać w upalne dni, z dala od dzikich tłumów nad brzegiem Wisły w centrum miasta. W dolnej części obiektu organizowane są kolacje przy ognisku i góralskiej muzyce. Znajdują się tam również kort, boisko oraz bardzo przestronny plac zabaw dla najmłodszych.

W razie deszczowej pogody, wypoczynek możemy urozmaicić sobie pobytem w strefie aqua, saunie suchej lub parowej lub zwyczajnie relaksując się kąpielą w ciepłych jacuzzi. Osobiście polecam relaksacyjne masaże olejowe oraz zabiegi wyszczuplające na ciało.



Sezon zimowy to narciarskie szaleństwo. W odległości kilku kilometrów może poszusować na następujących stokach: Czantoria, Poniwiec, Palenica lub Stożek. Jeżeli tylko pogoda dopisuje to już z początkiem grudnia możemy zacząć pierwsze szusy. Z roku na rok przygotowanie tych tras jest coraz lepsze, poprawiała się również infrastruktura wyciągów.


Jak wiadomo pobyt wypoczynkowy to również wyżywienie. Jeżeli nie zdecydujemy się na dietę specjalistyczną, kuchnia zaoferuje nam śniadania w formie bufetu, serwowany dwudaniowy obiad lub obiadokolację z daniami do wyboru. 

Jeżeli w hotelowej gastronomii poszukujecie nuty szaleństwa, fuzji smaków i odkrywania nieznanego, to w Mazowszu raczej tego nie znajdziecie. Serwowane tu posiłki są niczym "jak u mamy czy babci" - tradycyjne, proste ale bardzo smaczne. 


Zostawiając najlepsze na koniec, przechodzimy do kawiarni. Drinki, desery lodowe (dostawcą lodów do Mazowsza jest Sopelek, opolska manufaktura, która swój lokal ma również w centrum Ustronia) oraz jedne z lepszych espresso jakie piłam w Polsce. Niewątpliwą przyjemnością jest delektowanie się tym wszystkim na tarasie widokowym, który o każdej porze roku wzbudza ogromny zachwyt. 


Więcej niż nocleg ... PURO POZNAŃ


Kolejny wyjazd i kolejny dylemat gdzie się zatrzymać. Na ratunek jak zwykle przychodzi booking.com, a tam setki możliwości na dobór miejsca noclegowego pod kątem budżetu, lokalizacji czy dodatkowych udogodnień jak basen, sala konferencyjna czy podziemny parking.

Z roku na rok wybór też staje się coraz trudniejszy. Ilość nowych hoteli i apartamentów jakie pojawiają się w Polsce przyprawia o zawrót głowy. 



W Poznaniu bywam regularnie od ponad roku. Odkąd dzielę się moimi opiniami na temat hoteli i restauracji w poszczególnych miastach, staram się aby wybór miejsca na nocleg sprowadzał się nie tylko do w miarę czystego pokoju z łazienką. Szukam miejsc ciekawych, inspirujących, które zachęcają do powrotu lub pozostawiają tylko miłe wspomnienia.

Tym razem wybrałam PURO.



PURO HOTELS to sieć, która reklamuje się jako pierwsza w Polsce lifestylowa marka hotelowa zapewniająca swoim gościom coś więcej niż nocleg. Znajdziemy ją w Gdańsku, Krakowie, Wrocławiu i odwiedzonym przeze mnie w miniony weekend  - Poznaniu właśnie.



Hotel z zewnątrz przykuwa uwagę swoją niebanalną architekturą jak mniemam wzorowaną na kolorowych kamieniczkach ze Starego Rynku. Od ulicy Żydowskiej wygląda to imponująco. Bardzo podoba mi się również brak nadmiernego ologowania budynku - poprzestano na dyskretnej tabliczce z nazwą hotelu bezpośrednio nad wejściem. Dla mnie kwintesencja klasy i dobrego gustu.


Jednak nie oceniając książki po okładce, wchodzę do środka aby sprawdzić czy wnętrze hotelu jest na tak wysokim poziomie jak zachęcająca powierzchowność.

Jest.

Już na pierwszy rzut oka widać, że panujący w środku eklektyzm jest starannie przemyślany. Wszystko do siebie pasuje i nic nie jest pozostawione przypadkowi. Do mnie w szczególności przemawia kolorystyka: turkus, biel, czerń i jasne drewno - taka moja bajka.


Cieszę oko bardzo przyjemnym wnętrzem startuję do check-in. W każdym nowym obiekcie noclegowym od Zakopca po Szczecin wykorzystuję ten sam żenujący żart meldującego się czyli "bardzo poproszę o pokój z widokiem na morze". To taki papierek lakmusowy na poczucie humoru obsługi. Jest wiele reakcji - od skrajnego braku wyczucia sarkazmu po szeroki uśmiech z komentarzem "najlepszy widok jaki mamy na morze w tej części Warszawy". 

Pan recepcjonista z Puro egzamin zdał na 4 czyli zrozumiał  - nie skomentował.


Komnata na trzecim piętrze widoku na morze nie miała. Ba, nawet na ulicę widoku nie miała. Ot taki widok na nic - trochę budynków wątpliwej urody po drugiej stronie. Jednak widoki z okna przy pobycie nieprzekraczającym 24h to nie raczej nie powód to utyskiwania. Natomiast wygląd pokoju już bardziej. Kolorystyka utrzymana w pastelach i szarościach. 

Tylko ta przeszklona łazienka ... 

Wszystko takie mocno transparentne. Nie każdy będzie się czuć komfortowo.

Ultra wygodne łóżko z fantastyczną pościelą z bawełny egipskiej (choć pewności nie mam - na metki nie patrzyłam). No i tablet - technika dogania nas już wszędzie nawet w pokoju hotelowym. Z poziomu tabletu możemy sterować temperaturą, oświetleniem, telewizorem oraz połączyć się z internetem. O tym że jest możliwość połączenia się z obsługą to nawet nie wspomnę. Można również skorzystać z funkcji BUDZIK - osobiście nie polecam przy tym grzebać. 

Tak to ja obudziłam całe skrzydło o 5:40 w niedzielę. 

SORRY


Jak wiadomo noce mijają szybko zwłaszcza w miłych okolicznościach pokojowych. Dlatego po niezaplanowanej wczesnej pobudce można udać się na śniadanie o punkt 7:00. O dziwo było nas więcej rannych ptaszków. Ciekawe czy za sprawą budzika z tabletu.

Standardowo coś na ciepło: jajecznica, kiełbaski, bekon i jajka oraz na zimno: wędliny, sery, warzywa i owoce. Jednak coraz silniej w hotelowych śniadaniach przemawiają trendy gastronomiczne dzięki czemu na stołach znajdujemy również zielone koktajle, hummus, bezzbożowe muesli oraz napoje pseudo mleczne. Już drugi raz już pojawia się cały plaster miodu, który daje niesamowity efekt wizualny.

BRAWO!



Wnętrze restauracji NIFTY no.20, gdzie serwowany jest poranny posiłek bardzo intryguje. Geometryczne wzory, wszechobecna porcelana, a raczej jej pozostałości starannie umieszczone w szklanych pojemnikach, stanowią dobrze dobrane elementy dekoracji. Dopełnieniem całości jest obszerny i ładnie zagospodarowany taras, który łączy się z lobby tworząc zieloną enklawę.

Całość to dzieło londyńskiego biura projektowego BLACKSHEEP, które specjalizuje się we wnętrzach restauracji, barów i kawiarni.

W ciągu dnia Kitchen - Bar - Cafe serwuje lekką kuchnię opartą na sezonowych produktach składających się na dania wyszczególnione w autorskiej, krótkiej karcie.  Menu barowe oferuje również wymyślne drinki oraz szeroki wybór win od Jankowic w Wielkopolsce po Dom Perignon Vintage po 1199zł za butelkę. Dla mnie lokal jak najbardziej w stylu fancy.




Niewątpliwą zaletą hotelu PURO jest jego lokalizacja. Bliskie sąsiedztwo rynku,  ulica Żydowska oraz jej okolice, kryją niszowe piwiarnie, restauracje i kawiarenki. Ich cechą wspólną są klimatyczne ogródki. W okresie letnim stanowią one sporą atrakcją i doskonały azyl od miejskiego zgiełku i upału.


Dlatego szanowni czytelnicy planując kolejny wyjazd czy to służbowy czy weekendowy do stolicy Wielkopolski, myśląc o noclegu, poważnie rozważcie PURO. Już wkrótce również w Łodzi i Warszawie.


Zrezygnujcie z wizyty w galerii handlowej pt. "Stary Browar", pomachajcie koziołkom na dzień dobry i udajcie się w kierunku Stawnej. Odkryjcie urok małych uliczek, pysznego burrito u Jezusa i łyku piwa IPA w Chmielniku czy Czeskiej Gospodzie.

One night in VIENNA HOUSE ANDEL'S ŁÓDŹ


Niewątpliwą zaletą mojej pracy jest możliwość częstego podróżowania. Targi tematyczne, spotkania consultingowe czy nowo otwierane sklepy specjalistyczne sprzyjają wielu inspirującym wypadom z biznesem w tle. Miejscami docelowymi są głównie duże miasta jak Warszawa, Poznań czy Wrocław. Odwiedzając je regularnie mogę obserwować jak się dynamicznie rozwijają i z roku na rok stają coraz ładniejsze. 

Z racji osiągnięcia wieku dwukrotnej pełnoletności, a co za tym idzie nieco słabnącej kondycji fizycznej, nie realizuję już tych wyjazdów w wersji jednodniowej, mocno skondensowanej. Plusem tego jest to, że w ciągu kilku dni oprócz pracy mam niepowtarzalną okazję aby odwiedzać swoje ulubione miejsca oraz odkrywać nowe.




Tym razem na okoliczność XI Międzynarodowych Targów Żywności Ekologicznej i Naturalnej NATURA FOOD & beECO znalazłam się w Łodzi (ich pełen opis jest mojej stronie firmowej BIOIEKO i tam odsyłam wszystkich ciekawych tematu życia w stylu eco & slow).

Na blogu chciałabym się skupić na wszystkim fajnym i ciekawym czyli tym, co działo się po targach.



Z racji tego, że Łódź odwiedzam tylko raz w roku na okoliczność powyższych targów właśnie, miasto to wciąż kryje przede mną wiele tajemnic. Niby brzydkie, a ładne. Niby stare, a nowoczesne. Niby nudne, a jednak z wieloma atrakcjami. 

Mając do dyspozycji niespełna 24 godziny trudno wyjść poza schemat obowiązkowych punktów do zobaczenia. W wersji skróconej ambitnej z pewnością są nimi: Centralne Muzeum Włókiennictwa, ulica Piotrkowska, cmentarz żydowski i getto. Dla tych bez parcia na kulturę, histrorię i sztukę - tylko i wyłącznie Piotrkowska. Bez wątpienia gwarantuje ona doznania innej kategorii. Dla nastawionych konsumpcyjne jest jeszcze ładna galeria handlowa, a w jej pobliżu hotel Vienna House Andel's Łódź - temat przewodni tego wpisu.

Dla mnie to noclegowy wybór numer jeden w tym mieście.



Dlaczego?

Hotele w standardzie czterech i pięciu gwiazdek lubię z czystego pragmatyzmu. Zawsze mają dogodną lokalizację, parking, ujednoliconą zawartość pokoju, dobrą restaurację i śniadania zapewniające spokój gastronomiczny do późnych godzin popołudniowych. Większość z nich dysponuje dodatkowymi atrakcjami w postaci basenu czy SPA, choć niestety okoliczność wyjazdów służbowych nie sprzyja zbytniej eksploracji tych terenów.


Pobyt w Vienna House Andel's Łódź rezerwowałam z taką właśnie myślą. Dobry hotel w północnej części miasta, której nigdy wcześniej nie odwiedziłam. Tuż obok centrum handlowe MANUFAKTURA bez dwóch zdań najładniejsze w tym kraju, jak on długi i szeroki. Wkoło natomiast plac zabaw dla gastrofila czyli kawiarenki, restauracje i bistra.  Do wyboru, do koloru, do smaku.

No istny raj na ziemi.



Jednak już na wstępie zaznaczyć trzeba, że Andel's to coś więcej niż hotel o podwyższonym standardzie. To klimat XIX wiecznej Łodzi, nowoczesności i designu na miarę wielu światowych nagród.

Ten obiekt to połączenie kunsztu sztuki architektonicznej zespołu OP ARCHITEKTEN z jego ciekawą historią. Całość prac budowlanych opierała się na rewitalizacji charakterystycznego dla Łodzi budynku o charakterze przemysłowym - przędzalni Izraela Poznańskiego z 1878 roku. Pana, który pytany przez wykonawców swojej rezydencji o to, w jakim chce mieć stylu urządzony dom, odparł, że we wszystkich. Miał rozmach. Jego efekt możemy podziwiać w stworzonym w miejsce kompleksu pałacowo - ogrodowego Poznańskich, siedzibie Muzeum Miasta Łodzi (aktualnie w trakcie renowacji elewacji). 



Już po przekroczeniu drzwi frontowych uwagę zwraca ogromne lobby. Jego przestronność i wysokość stropów jest raczej niespotykana w obiektach hotelowych. Zachowana prawie w całości tkanka zabytkowa przędzalni -  projektu Hilarego Majewskiego przebija się w każdej części budynku. 
Poprzez żeliwne elementy konstrukcji, ceglane ściany z wielością warstw starego tynku i wielu kolorów farb (pozostałościach po poprzednich aranżacjach budynku), jako goście hotelowi na wyciągnięcie ręki możemy obcować z historią rodem z "Ziemi Obiecanej".




Podczas przechadzania się po korytarzach i podziwiania dzieła architektury, zrodził się we mnie niezwykły szacunek do inwestora, który nabywając budynek, mógł go po prostu zrównać z ziemią, postawić na nowo w wersji "plexi-glass" i okleić klinkierem. Pierwotny wygląd byłby zachowany jednak klimat i dusza tego miejsca zaniknęłyby bezpowrotnie. Duży podziw również dla panów: Wojciecha Popławskiego oraz Andrzeja Orlińskiego, którzy jako architekci wykazali się ogromną pracą i wyczuciem tak aby nic z pierwotnego charakteru przędzalni nie utracić. 



Dobudowanym i niewątpliwie nowoczesnym akcentem jest 5 piętro hotelu czyli część rekreacyjna z zapleczem w pełnej postaci: basenu, spa i siłowni. Całość otacza taras z niesamowitym widokiem na całe miasto. 

Bajka.



Jednak jako "rasowy" bywalec hoteli klasy premium, nie zapomnę wspomnieć o tym co, w pobycie za kilkaset złotych za dobę powinno być ważne. Jak wiadomo, aspekt wizualny to nie wszystko.


Mój pokój na czwartym piętrze z widokiem na industrialną "Biedronkę" był znacząco większy od klasycznych double room w tej klasy hotelach, bo miał aż 27m2. Przestronna łazienka  z wanną i prysznicem nie jest standardem, jak również nie jest nim ultra wygodne łóżko o dwumetrowej szerokości z fantastyczną atłasową pościelą.

Pokój idealny na krótki pobyt biznesowy. Biurko, stolik, fotel, dwukomorowa szafa z sejfem, minibarem i ekspresem jak wszędzie. Wszystko czyste, ładne i niepoobijane. Jak na hotel, który ma prawie dekadę funkcjonowania za sobą, to bardzo duży plus. 


O jakości hotelu świadczy również poranny posiłek, a raczej jego różnorodność i tutaj też pełne uznanie. Z racji tego, że zawodowo zajmuję się m.in produktami spożywczymi jakości premium, z czystym sumieniem mogę potwierdzić, że w Andel'sie nie idą na łatwiznę i ordynarną redukcję kosztów.

Począwszy od całego plastra miodu, muesli szwajcarskiego aż po kącik wegański, każdy czy to smakosz czy tradycjonalista - i to bez najmniejszego wyjątku, znajdzie dla siebie coś pysznego.


Obsługa?

Dyskretna, uśmiechnięta i pomocna na każdą okoliczność. Ciekawym rozwiązaniem, którego nie zauważyłam wcześniej w innych hotelach, to bawełniane woreczki do powieszenia na klamce w przypadku gdy zrezygnujemy ze sprzątania podczas kilkudniowego pobytu. Zamiast nowych ręczników czy pościeli w woreczku pojawi się tajemniczy prezent. Ponieważ mój pobyt był tylko jednodniowy nie miałam okazji się przekonać jaka to niespodzianka w woreczku by się kryła.

Według mnie super pomysł do naśladowania.



Wywód mój mógłby być znacznie dłuższy i dalej utrzymany w tonie zachwytu ale nie chcę być posądzona o artykuł sponsorowany.

Jeżeli nie macie ciekawego pomysłu na weekendowy wypad - Łódź jest idealna. Gdzie się zatrzymać już doskonale wiecie.


Copyright © Fancy Life Lover