VII edycja SEE BLOGGERS 2019 Łódź EC1




         Dzisiaj mija dokładnie tydzień od "największego wydarzenia blogosfery" w Polsce. Piszę w cudzysłowiu, gdyż zdania influencerów w tym temacie są dość mocno podzielone. Część z nich uważa, że imprezą the best w tej kategorii w Polsce jest See Bloggers podczas gdy inni kierują swoje zachwyty w stronę Influencer Live, którego siódma już edycja odbyła się miesiąc temu w Poznaniu. 
Reszta pokornie korzysta z dobrodziejstw obu eventów, wyjeżdżając z nich nie dość, że  bogatsi o nowe znajomości, wiedzę i inspiracje to jeszcze liczne "dary losu" od sponsorów.



Fakt, że wcześniejsze edycje odbywały się w Gdyni, skutecznie mnie zniechęcał do zwizytowania tej imprezy. Widocznie nie tylko mnie, skoro organizatorzy zdecydowali się przenieść to wydarzenie w sam środek mapy Polski czyli do Łodzi. 

Gdzie konkretnie?
Do absolutnie wspaniałego Centrum Nauki i Techniki EC1  - budynku pierwszej łódzkiej elektrowni z początku XX wieku, która na przestrzeni dekad zaopatrywała miasto w miliardy kWh prądu niewątpliwie przyczyniają się do jego dynamicznego rozwoju. Niestety oddana w prywatne ręce, całkowicie zniszczona i zaniedbana zaczęła uchodzić za największe straszydło dzielnicy Fabryczna. 
Szczęśliwie zamiast zniknąć na zawsze z powierzchni miasta, obiekt został objęty programem rewitalizacyjnym. Od 2018 roku z całkowicie zmienionym obliczem jest miejscem wystaw, wydarzeń kulturalnych oraz siedzibą planetarium i wytwórni filmowej Se-ma-for. Miejsce piękne, inspirujące i godne wielu powrotów.

Nie bywam w Łodzi zbyt często ale każda kolejna wizyta wywołuje u mnie falę zachwytu nad tym jak w fantastyczny sposób można zachować fabryczny klimat tego miasta. Dzięki milionom euro dotacji unijnych, budżetu miejskiego oraz środków prywatnych pięknieją ulice nowy blask odzyskują brudne i zaniedbane kamienice. Już nie tylko Piotrkowska i Manufaktura przyciągają swoim urokiem ale i rozbudowaną ofertą gastronomiczną. 

No dobrze, nie wszystko powala na kolana. Kto w środek miasta wcisnął tę stajnię dla jednorożców???




Wracając do See Bloggers, bo o tym tutaj głównie mowa, to nie miałam sprecyzowanych oczekiwań. Początkowo chciałam być na imprezie w roli partnera / wystawcy, jednak koszt takiego uczestnictwa skutecznie odstraszał każdą firmę niszową, a takie stety-niestety właśnie reprezentuje moja agencja. 

Czytałam w relacjach innych uczestników, że masowe występowanie koncernów w strefie wystawienniczej, selfie z kapsułką do prania i/oraz/lub pieluszką było trochę uwłaczające godności uznanego influencera ale cóż, "pecunia non olet". Raczej niemożliwością jest zorganizowanie tego typu imprezy sprzedając stoiska za 100zł/m2.

Zrezygnowałam więc z płatnej formy i bycia merytoryczną częścią tego wydarzenia i zdecydowałam się zostać ot takim zwykłym uczestnikiem - oglądaczem. 
Jak się okazało w trakcie rejestracji, ilość miejsc była reglamentowana gdyż zaproszone miały zostać wyłącznie wyjątkowe jednostki ze świata social media.
Hm - no trudno, najwyżej nie pojadę - taka była pierwsza moja myśl po wysłaniu zgłoszenia. 

Ku ogromnemu zdziwieniu, pewnego kwietniowego wieczoru otrzymuję maila z informacją: 

"Ciesz się, pakuj się i udostępniaj dobrą nowinę w sieci - 
JEDZIESZ NA SEE BLOGGERS" 

A jednak! Sporadyczne pisanie bloga, kilka średnio udanych selfie na Instagramie uczyniło ze mnie osobowość internetu. 

WOW!




To co działo się potem, mogą potwierdzić wszyscy inni "wybrańcy". Masowe wysyłanie mailingów na temat wydarzenia, rejestrowanie znajomych, dzieci oraz zwierząt domowych (żartuję!). Odliczanie czasu na zapisy na wykłady - to już suspens na miarę Hitchcocka. Wiem, że na tym polega współczesny marketing i wiem bardzo dobrze, że tak robią profesjonaliści ale nie przekona mnie to do uznania  tego modelu za słuszny. Podobnie jak instastory z WC oraz selfie w bieliźnie. 

NO NIE!

Jak już większość kolegów blogerów wspomniała, zapisy na warsztaty to kompletna porażka organizatorów. Już 15 minut po ogłoszeniu naboru wszystkie miejsca na "lepsze" tematy zostały zagospodarowane, a wyjazd wyłącznie po to aby wynieść z imprezy zachwyt nad gwiazdami sieci w wersji "bez filtra" (niektóre przyznam dość trudno rozpoznawalne) oraz kilka toreb z ulotkami to chyba jednak za mało.

No cóż, w wersji mocno okrojonej i skróconej wyłącznie do jednego dnia czyli soboty, wyruszyłam na podbój miasta "króla bawełny" - Izraela Poznańskiego. 


Wybór miejsca spotkania czyli EC1 jak wcześniej wspomniałam, trzeba uznać za trafiony w dziesiątkę. Chociaż nie wszystkim to spotkanie z historią się podobało. Z lektury recenzji innych uczestników wywnioskowałam, że labirynt korytarzy i schodów był na tyle skomplikowany, że mógł zaprzepaścić szansę dostania się na czas i gdziekolwiek. Panie gubiły się w labiryntach korytarzy i nie docierały na wykłady.
Osobiście uważam to za celowe działanie organizatorów aby nieco przymusić młode pokolenie do korzystania z analogowych form używanych do orientacji w terenie jaką jest mapa w wersji papierowej. 

Kto poległ, mógł wesprzeć się wolontariuszem, który prawie za rączkę zbłąkaną owieczkę zaprowadził. Za bardzo więc nie rozumiem tych utyskiwań.




Skupmy się zatem na strefie wystawienniczej. Pierwsze wrażenie niewątpliwie skojarzyło się z pierwszą wizytą Szyszko w Puszczy Białowieskiej - o matko ile materiału do wyrwania ... XD

Stoiska tematycznie były tak urozmaicone, że z pewnością każdy z odwiedzających znalazł coś dla siebie. Degustacje, konkursy, fotobudki oraz tła pod zdjęcia idealne. Wszystko wystylizowane, piękne i kolorowe jak codzienność na Instagramie. 

Spotkałam się z głosami krytyki, że to sztuczne i wydumane ale te głosy nie pochodziły od uczestników stojących nie z gigantycznych kolejkach po odbiór "należnej porcji giftów i możliwość zrobienia zdjęcia z "gwiazdą". Raczej tylko anonimowo i wyłącznie w kuluarach.




Dla każdego znalazło się coś ciekawego i wydaje mi się, że trzeba było być turbo malkontentem, aby nie zagospodarować się w tej strefie. Mnie zainteresowały głównie rozwiązania technologiczne, nowe platformy oraz wydawnictwa. 

ALE!
Za truskawki w różowej czekoladzie oraz plik gazet od Bauer'a dałam sobie zrobić zdjęcie na tle InfluencemeMiło porozmawiałam z panem od nowoczesnej ortodoncji w postaci niewidocznych nakładek na zęby o nazwie beyli.plWszak szeroki uśmiech z rzędem niepokrzywionych śnieżnobiałych zębów to "must have" każdego twórcy internetowego. Dlatego też wzięłam udział w ich konkursie na hasło reklamowe. Jakie?


"Wystarczy pokrzywiony charakter - ząbki już być nie muszą"

Część stoisk pominęłam z premedytacją ze względu na ich ogromne zatłoczenie albo dlatego, że kompletnie mnie nie interesowały. Za to z zaciekawieniem wysłuchalam oferty nowej platformy dla tych umiejących składać litery w wyrazy i wyrazy w zdania - jaką jest nowość na rynku o nazwie Worldmaster. Przy okazji dziękuję za wywiad ze mną- zawsze miło się wypowiedzieć na tematy o których się nie ma pojęcia. 



Podsumowując.

Tak duża ilość stoisk światowych marek jasno wskazuje jakie trendy panują w dzisiejszym marketingu i kto je aktualnie kreuje. Pomimo faktu, iż niektóre blogi / insta / FB / YB to niekończące się pasmo reklamowe dóbr wszelakich, które mocno straciły na swojej autentyczności, w dalszym ciągu są opiniotwórcze i napędzają masowy popyt. Pomimo mocnego skomercjalizowania social mediów musimy pamiętać, że początki były bardzo romantyczne. Wyśmiewani przez media komercyjne pierwsze "szafiarki" za własne pieniądze, z pełnym zaangażowaniem i sporym nakładem czasu - bez filtrów, "apek" i agencji PR tworzyły prawdziwe recenzje produktów oraz stylizacje z niszowych marek odzieżowych. Często wychodziło im to dużo lepiej niż profesjonalnym agencjom za miliony monet. 
Tacy twórcy nie bali się prawdy, pisali jak jest. Z racji tego, że nikt ich w branży nie poważał ani, że nie dostawali za to wynagrodzenia - byli autentyczni i obiektywni. Za to właśnie ludzie pokochali blogi - za wolność słowa.

Dzisiaj kupony od tych działań odcinają weterani, którzy szybko połączyli pasję z biznesem. Ich aktualną działalność można już określić tylko jako sprawną maszynkę do zarabiania pieniędzy. Profesjonalna obróbka zdjęć, boty, generowane zasięgi  oraz obrotny manager, który sprzeda ze swoją gwiazdą wszystko oby tylko stawka się zgadzała. 
Pomimo, że świadomy odbiorca już dawno przestał obserwować takie konta są jeszcze miliony naiwnych "followers", którzy ciągle wierzą w autentyczny przekaz wybrańca ludu. Nowych kandydatów na gwiazdy również nie brakuje. Ślepo podążają wytyczoną ścieżką gubiąc się absurdzie chronicznego lansu, widząc wyłącznie jakie korzyści materialne i niematerialne sława w sieci za sobą niesie. Szkoda tylko, że w tym wyścigu jest coraz mniej wartości jakichkolwiek.  

Kto na tym wygrywa? Producenci oczywiście. Większość chętnie godzi się na kolaborację, gdyż za cenę często 1/1000 kampanii w mediach konwencjonalnych, za darmo lub za wartość samego produktu, otrzymują zadowolonego recenzenta, który rozprzestrzenia "dobrą nowinę" w grupie docelowej. 

Układ wprost idealny.

Takich możliwości reklamowych dla każdego nie było nigdy wcześniej.


Na zakończenie zdradzę Wam, że uważam ten wyjazd za bardzo udany. W przyszłym roku zaplanuję więcej niż jeden dzień na uczestnictwo o ile mnie wybiorą oczywiście. 

Dostrzegam ogromny wysiłek organizatorów. Podziwiam dział marketingu za kreatywność w podsycaniu napięcia. Bardzo doceniam efekt końcowy jakim była możliwość poznania tylu ciekawych osób głównie spoza #top100.

Do zobaczenia.

One night in VIENNA HOUSE ANDEL'S ŁÓDŹ


Niewątpliwą zaletą mojej pracy jest możliwość częstego podróżowania. Targi tematyczne, spotkania consultingowe czy nowo otwierane sklepy specjalistyczne sprzyjają wielu inspirującym wypadom z biznesem w tle. Miejscami docelowymi są głównie duże miasta jak Warszawa, Poznań czy Wrocław. Odwiedzając je regularnie mogę obserwować jak się dynamicznie rozwijają i z roku na rok stają coraz ładniejsze. 

Z racji osiągnięcia wieku dwukrotnej pełnoletności, a co za tym idzie nieco słabnącej kondycji fizycznej, nie realizuję już tych wyjazdów w wersji jednodniowej, mocno skondensowanej. Plusem tego jest to, że w ciągu kilku dni oprócz pracy mam niepowtarzalną okazję aby odwiedzać swoje ulubione miejsca oraz odkrywać nowe.




Tym razem na okoliczność XI Międzynarodowych Targów Żywności Ekologicznej i Naturalnej NATURA FOOD & beECO znalazłam się w Łodzi (ich pełen opis jest mojej stronie firmowej BIOIEKO i tam odsyłam wszystkich ciekawych tematu życia w stylu eco & slow).

Na blogu chciałabym się skupić na wszystkim fajnym i ciekawym czyli tym, co działo się po targach.



Z racji tego, że Łódź odwiedzam tylko raz w roku na okoliczność powyższych targów właśnie, miasto to wciąż kryje przede mną wiele tajemnic. Niby brzydkie, a ładne. Niby stare, a nowoczesne. Niby nudne, a jednak z wieloma atrakcjami. 

Mając do dyspozycji niespełna 24 godziny trudno wyjść poza schemat obowiązkowych punktów do zobaczenia. W wersji skróconej ambitnej z pewnością są nimi: Centralne Muzeum Włókiennictwa, ulica Piotrkowska, cmentarz żydowski i getto. Dla tych bez parcia na kulturę, histrorię i sztukę - tylko i wyłącznie Piotrkowska. Bez wątpienia gwarantuje ona doznania innej kategorii. Dla nastawionych konsumpcyjne jest jeszcze ładna galeria handlowa, a w jej pobliżu hotel Vienna House Andel's Łódź - temat przewodni tego wpisu.

Dla mnie to noclegowy wybór numer jeden w tym mieście.



Dlaczego?

Hotele w standardzie czterech i pięciu gwiazdek lubię z czystego pragmatyzmu. Zawsze mają dogodną lokalizację, parking, ujednoliconą zawartość pokoju, dobrą restaurację i śniadania zapewniające spokój gastronomiczny do późnych godzin popołudniowych. Większość z nich dysponuje dodatkowymi atrakcjami w postaci basenu czy SPA, choć niestety okoliczność wyjazdów służbowych nie sprzyja zbytniej eksploracji tych terenów.


Pobyt w Vienna House Andel's Łódź rezerwowałam z taką właśnie myślą. Dobry hotel w północnej części miasta, której nigdy wcześniej nie odwiedziłam. Tuż obok centrum handlowe MANUFAKTURA bez dwóch zdań najładniejsze w tym kraju, jak on długi i szeroki. Wkoło natomiast plac zabaw dla gastrofila czyli kawiarenki, restauracje i bistra.  Do wyboru, do koloru, do smaku.

No istny raj na ziemi.



Jednak już na wstępie zaznaczyć trzeba, że Andel's to coś więcej niż hotel o podwyższonym standardzie. To klimat XIX wiecznej Łodzi, nowoczesności i designu na miarę wielu światowych nagród.

Ten obiekt to połączenie kunsztu sztuki architektonicznej zespołu OP ARCHITEKTEN z jego ciekawą historią. Całość prac budowlanych opierała się na rewitalizacji charakterystycznego dla Łodzi budynku o charakterze przemysłowym - przędzalni Izraela Poznańskiego z 1878 roku. Pana, który pytany przez wykonawców swojej rezydencji o to, w jakim chce mieć stylu urządzony dom, odparł, że we wszystkich. Miał rozmach. Jego efekt możemy podziwiać w stworzonym w miejsce kompleksu pałacowo - ogrodowego Poznańskich, siedzibie Muzeum Miasta Łodzi (aktualnie w trakcie renowacji elewacji). 



Już po przekroczeniu drzwi frontowych uwagę zwraca ogromne lobby. Jego przestronność i wysokość stropów jest raczej niespotykana w obiektach hotelowych. Zachowana prawie w całości tkanka zabytkowa przędzalni -  projektu Hilarego Majewskiego przebija się w każdej części budynku. 
Poprzez żeliwne elementy konstrukcji, ceglane ściany z wielością warstw starego tynku i wielu kolorów farb (pozostałościach po poprzednich aranżacjach budynku), jako goście hotelowi na wyciągnięcie ręki możemy obcować z historią rodem z "Ziemi Obiecanej".




Podczas przechadzania się po korytarzach i podziwiania dzieła architektury, zrodził się we mnie niezwykły szacunek do inwestora, który nabywając budynek, mógł go po prostu zrównać z ziemią, postawić na nowo w wersji "plexi-glass" i okleić klinkierem. Pierwotny wygląd byłby zachowany jednak klimat i dusza tego miejsca zaniknęłyby bezpowrotnie. Duży podziw również dla panów: Wojciecha Popławskiego oraz Andrzeja Orlińskiego, którzy jako architekci wykazali się ogromną pracą i wyczuciem tak aby nic z pierwotnego charakteru przędzalni nie utracić. 



Dobudowanym i niewątpliwie nowoczesnym akcentem jest 5 piętro hotelu czyli część rekreacyjna z zapleczem w pełnej postaci: basenu, spa i siłowni. Całość otacza taras z niesamowitym widokiem na całe miasto. 

Bajka.



Jednak jako "rasowy" bywalec hoteli klasy premium, nie zapomnę wspomnieć o tym co, w pobycie za kilkaset złotych za dobę powinno być ważne. Jak wiadomo, aspekt wizualny to nie wszystko.


Mój pokój na czwartym piętrze z widokiem na industrialną "Biedronkę" był znacząco większy od klasycznych double room w tej klasy hotelach, bo miał aż 27m2. Przestronna łazienka  z wanną i prysznicem nie jest standardem, jak również nie jest nim ultra wygodne łóżko o dwumetrowej szerokości z fantastyczną atłasową pościelą.

Pokój idealny na krótki pobyt biznesowy. Biurko, stolik, fotel, dwukomorowa szafa z sejfem, minibarem i ekspresem jak wszędzie. Wszystko czyste, ładne i niepoobijane. Jak na hotel, który ma prawie dekadę funkcjonowania za sobą, to bardzo duży plus. 


O jakości hotelu świadczy również poranny posiłek, a raczej jego różnorodność i tutaj też pełne uznanie. Z racji tego, że zawodowo zajmuję się m.in produktami spożywczymi jakości premium, z czystym sumieniem mogę potwierdzić, że w Andel'sie nie idą na łatwiznę i ordynarną redukcję kosztów.

Począwszy od całego plastra miodu, muesli szwajcarskiego aż po kącik wegański, każdy czy to smakosz czy tradycjonalista - i to bez najmniejszego wyjątku, znajdzie dla siebie coś pysznego.


Obsługa?

Dyskretna, uśmiechnięta i pomocna na każdą okoliczność. Ciekawym rozwiązaniem, którego nie zauważyłam wcześniej w innych hotelach, to bawełniane woreczki do powieszenia na klamce w przypadku gdy zrezygnujemy ze sprzątania podczas kilkudniowego pobytu. Zamiast nowych ręczników czy pościeli w woreczku pojawi się tajemniczy prezent. Ponieważ mój pobyt był tylko jednodniowy nie miałam okazji się przekonać jaka to niespodzianka w woreczku by się kryła.

Według mnie super pomysł do naśladowania.



Wywód mój mógłby być znacznie dłuższy i dalej utrzymany w tonie zachwytu ale nie chcę być posądzona o artykuł sponsorowany.

Jeżeli nie macie ciekawego pomysłu na weekendowy wypad - Łódź jest idealna. Gdzie się zatrzymać już doskonale wiecie.


Copyright © Fancy Life Lover