RESTAURANT WEEK in POLAND!





Another edition of Restaurant Week Poland has just come to the end. 39 days of culinary debauchery that could be experienced only in #resturantclubpolska restaurants. 

Was food sounded good (well)?

Read below.

RESTAURANT WEEK POLISH EDITION

Restaurant Week in Poland is a culinary event that takes place twice a year, in spring and autumn. During this event, some of the best restaurants in Poland offer a special menu at a discounted price. The goal of Restaurant Week is to promote Polish cuisine and culture, encourage people to try new restaurants, and support the local food industry.

Participating restaurants usually create a special three-course menu for Restaurant Week, consisting of an appetizer, a main course, and a dessert. The menu is designed to showcase the best of Polish cuisine, using fresh and seasonal ingredients. The price for the set menu is fixed and affordable, making it accessible to a wide range of customers.

Restaurant Week has become increasingly popular in Poland in recent years, with more and more restaurants participating in the event. Some of the most well-known restaurants in Poland take part, including those awarded with Michelin stars. However, it is also an opportunity for smaller and less-known restaurants to showcase their culinary skills and attract new customers.

The event is not only popular among locals, but also attracts tourists from all over the world who come to experience Polish cuisine. The special menu created for Restaurant Week allows visitors to sample a variety of traditional Polish dishes, such as: pierogi, bigos, and żurek, as well as modern twists on classic recipes.


BOSKO RESTAURANT IN BIELSKO-BIAŁA

I had an amazing pleasure to try festival menu in Bosco, a popular restaurant located in Bielsko-Biała, a city in southern Poland. 

This restaurant is known for its authentic Italian cuisine, cosy atmosphere, and excellent service. The restaurant's menu features a variety of traditional Italian dishes, such as pizzas, pastas, and risottos, as well as meat and seafood dishes. All the ingredients used in the dishes are fresh and of the highest quality, and the chefs at Bosco are known for their attention to detail and passion for Italian cuisine. One of the most popular dishes at Bosco is the wood-fired pizza, which is made using a traditional recipe and cooked in a wood-burning oven. The pizza is crispy, flavourful, and topped with a variety of fresh ingredients, such as mozzarella cheese, tomatoes, and basil. 


In addition to the delicious food, Bosco is also known for its warm and welcoming atmosphere. The restaurant is decorated in a rustic Italian style, with wooden tables and chairs, brick walls, and soft lighting. The staff is friendly and attentive, and they make sure that every guest feels welcome and comfortable.Bosco is a great place to dine with family and friends, and it is also a popular spot for romantic dinners and special occasions. The restaurant has a wine list featuring a variety of Italian wines, as well as other international selections, and the desserts are also not to be missed, with options like tiramisu and panna cotta.

Overall, Restauracja Bosco is a must-visit for anyone in Bielsko-Biała who is looking for authentic Italian cuisine in a cosy and welcoming atmosphere.

The next Restaurant Week in Poland is scheduled for the autumn of 2023, and will be held in various cities across the country, including Warsaw, Kraków, and Gdańsk. It is a great opportunity to discover new restaurants, taste delicious food, and experience Polish culture.

Smak różu czyli BORN ROSE BARCELONA!

”LA VIE EN ROSÉ”

Nie jest tajemnicą, że jestem wielką miłośniczką trunków w kolorze różowym. Z bąbelkami czy bez w napojach tego koloru kryje się "niewinny" kompromis pomiędzy tym co delikatne w białym a zdecydowanym jak czerwone. Jest nienachalne i niezobowiązujące, a dzięki wyjątkowej sztuce, jaka tkwi w idealnie dobranym kupażu rześkie i odświeżające. Przełamuje schematy, dając poczucie wolności w sposobie wyrażania siebie. 


pimcollective.com    

BORN ROSÉ BARCELONA

Na rynku jest zaledwie od 2019 roku. Założona przez młodych pasjonatów, których główną ideą było stworzenie najlepszego Rosé w Hiszpanii. Chcą łamać konwenanse i schematy, tworząc produkt lekki, łatwy i przyjemny w degustacji. Wszystko to bez zadęcia i zbędnej ideologii. Ich jasną dewizą jest:

"UNCORK AND ENJOY"

W sukcesie mają pomóc winogrona najlepszej jakości wyłącznie z organicznych upraw oraz krótka lista oferowanych produktów. Przełamaniem konwenansów jest również pakowanie ROSÉ w puszki, które w winnym świecie raczej nie cieszą się uznaniem, a wręcz pogardą kiperów i sommelierów. 
Firma prowadzi bardzo rozbudowany terytorialne marketing, a swoje działania skupia w social mediach. Nowoczesne podejście do promocji, ciekawy visual produktowy skutecznie dociera do młodych i lubiących cieszyć się życiem odbiorców. 

Trzy lata bytności na rynku spowodowały, że Born Rosé możemy dostać w najlepszych lokalach w Europie, Stanach Zjednoczonych, Azji oraz Australii. W Polsce niestety marka nie jest jeszcze powszechnie dostępna. Aktualnie możemy ją znaleźć w ofercie PIMCO.

noticiasdelujo.com                 

JAK POWSTAJE ROSÉ

Wbrew pozorom proces tworzenia doskonałego rosé nie polega na zmieszaniu białego z czerwonym, ale skrupulatnego procesu winifikacji. Używa się do tego czerwonych winogron o jasnym odcieniu, a ich maceracja trwa dużo krócej niż w przypadku powstawania czerwonych odmian, bo przerywana jest już po kilku godzinach w wyjątkowych sytuacjach dniach. W wyniku tego przyspieszonego procesu powstaje trunek o subtelnej barwie i niepowtarzalnym smaku.

robnikgroup.com     

Z CZYM I DO CZEGO PIJEMY ROSÉ?

Rosé nie jest jeszcze bardzo popularnym trunkiem, a jego spożycie jest ciągle znikome względem białego szampana i prosecco. Jego lekki charakter kojarzy się głównie z latem, lekkimi potrawami i deserami. Idealnie sprawdza się jako aperitif bądź szprycer z dodatkiem świeżych winogron, truskawek i fantazyjnych kostek lodu. Jest rześkie i świetnie gasi pragnienie w gorące dni. 


CO RÓŻOWEGO POLECAM?

Born Rosé jest moim najnowszym odkryciem i miłym zaskoczeniem z uwagi na stosunek ceny do jakości. W szczególności BRUT, który jest niesłychanie odświeżający w smaku i w 100% odzwierciedlający moje organoleptyczne gusta.

Od lat jestem fanką MOÉT & CHANDON ROSÉ IMPERIAL oraz VEUVE CLIQCUOT BRUT ROSÉ jednak ze względu na szlachetność i cenę tych trunków nie są one zbyt powszechnie dostępne w gastronomii. Częściej można spotkać ich klasyczne białe odmiany. Ekskluzywność powyższych wskazuje raczej ich spożycie w szczególnych okolicznościach przyrody jak urodziny, rocznice i egzotyczne wyjazdy niż bezrefleksyjne żłopanie w kawiarnianym ogródku bądź oblewanie się na koszt "Dżordża" ze słonecznego Miami.

Dlatego z  półki dużo niższej, ale w pełni poprawne, "wypijalne" i dostępne bez problemu są m.in: Freixenet Italian Rosé, Montelliana Brut Prosecco Rosé czy Prosecco Stock Rosé Brut.

Warto tu również wspomnieć Lillet Rosé, które reprezentuje inną kategorię napoju, ale równie wybornie smakuje latem w postaci zmiksowanej z owocami, świeżą miętą i lodem zwłaszcza z dachu SASSY ROOF TOP z widokiem na Gdańsk.


Jeżeli chcesz skosztować Born Rosé to na tę chwilę możesz to zrobić jedynie zamawiając je on-line w sklepie firmowym lub partnerskim. Klikając w TEN LINK, można skorzystać ze zniżki €10 przy zamówieniu powyżej €40. 

Wysyłka do Polskich jest darmowa dla wszystkich zamówień powyżej €30.


PS.
Artykuł nie jest sponsorowany i wyraża wyłącznie moje osobiste preferencje i odczucia. 
Zgodnie z Ustawą o zachowaniu w trzeźwości oraz przeciwdziałaniu alkoholizmowi Dz.U z 2021 r. poz. 1119, tekst jest skierowany wyłącznie do osób pełnoletnich.

Hotel w fabryce marcepanu czyli ALMOND BUSINESS & SPA!

Planując pobyt nad polskim morzem, mamy setki opcji do wyboru: drogo, tanio, blisko i daleko od plaży. Adekwatnie do swoich potrzeb możemy zatrzymać się w hotelu, kempingu czy coraz bardziej popularnych od "samuśkich Tater" aż po Bałtyk - aparthotelech. Jednak jakkolwiek by nie kombinować, to przyjazd do Trójmiasta w sezonie wakacyjnym może być porównywalny wyłącznie do Sylwestra w Zakopanem - to się po prostu nie może się udać.

booking.com       

I tak ja - największy przeciwnik urlopowania w sezonie, w dodatku w miejscowości powszechnie uznawanej za #mustvisit w wakacje czyli w Gdańsku, na środku Długiego Targu w trakcie trwania Jarmarku Dominikańskiego z metrową walizą z ładunkiem przynajmniej o jedną parę butów za dużo, z miłością do bliźniego w oczach, szukam mojej noclegowej destynacji czyli ALMOND BUSINESS & SPA.

booking.com     

Hotel ten wybrałam trochę przez przypadek, trochę na podstawie mocno rozwiniętej przez lata intuicji podróżniczej. W pierwszej kolejności przekonał mnie fakt, iż znajduje się on z dala od głównych duktów turystycznych Gdańska czyli Długiego Targu, Mariackiej i Chmielnej. Dwa, że miał basen.

LOKALIZACJA

Hotel znajduje się na Starych Przedmieściach Gdańska, tzn. przy ulicy Toruńskiej, tuż obok przystani Żabi Kruk. Jeżeli celem waszego wyjazdu jest aktywne zwiedzanie, Almond stanowi fantastyczną bazę wypadową. Kilkuminutowy spacer dzieli hotel od przystanku tramwajowego, z którego dojedziecie na plażę w Jelitkowie albo na Stogi. Podobnie jest z przystankiem Szybkiej Kolei Miejskiej czyli SKM. Do stacji Śródmieście jest równo 7 minut piechotą. Jak ktoś nie gustuje w przystankach komunikacji miejskiej to dokładnie obok jest Galeria Forum. Podobnie jak większość atrakcji Gdańska, wszystko mniej więcej w zasięgu 15 minutowej przechadzki. 

W związku z powyższym pchanie się gdziekolwiek samochodem szczerze odradzam.

hotelalmond.pl      

HOTEL

Jeżeli w hotelu cenicie sobie coś więcej niż tylko: czysta pościel, wygodne łóżko i łazienka z bieżącą wodą, to Almond Was z pewnością nie zawiedzie. Powstał on w 2016 roku w całkowicie odnowionym budynku, który sam w sobie ma posiada bardzo długą i ciekawą historię. 

Pierwotnie wybudowany był w 1868 roku jako pralnia garnizonowa dla koszar Wiebe'go dla wojsk piechoty Cesarstwa Niemieckiego. Po I wojnie światowej gdy Gdańsk odzyskał ponownie status Wolnego Miasta, budynek został sprzedany Ewaldowi Doering, który w roku 1922 otworzył w nim Fabrykę Marcepanu i Kakao "Saturn", działającą aż do końca II wojny światowej. 


Całkowicie spalony w wyniku działań wojennych budynek nie został objęty ani planem odbudowy ani późniejszych rewitalizacji. Jako własność państwowa niszczał jako pustostan przez dekady.  Cztery lata temu odrodził się pod nową postacią czyli hotelu o migdałowej nazwie.

skycanner.pl      

Przekraczając hotelowy próg odczuwamy autentyczne przeniesienie w czasie. Trzeba przyznać, że projektantom udało się perfekcyjnie odtworzyć dawny klimat tego miejsca. Wszechobecny kolor świeżo palonego kakao oraz podświetlane marcepanowe lady przy recepcji oraz lobby barze, robią duże wrażenie wizualne i z pewnością zachwycą niejednego estetę. 


Jeżeli połączymy to wszystko z uśmiechniętą obsługą to składa nam się to na idealny początek pobytu wakacyjnego.

POKOJE

Hotel dysponuje kilkoma powierzchniami do wyboru: 19, 20, 25m2 standardowe dwójki oraz 35m2 apartamenty typu Junior Suite. Wnętrze pokoju jest już utrzymane w nowoczesnej konwencji hotelowej na poziomie 4 gwiazdek. Czysto, schludnie i funkcjonalnie. Przestronna łazienka z prysznicem, balkon z widokiem.

hotelscombined.pl     

Bez fajerwerków ale przyczepić się też nie ma do czego. 

No może i jest, jak zawsze, i to w większości hoteli, tych nawet uważanych za obrzydliwie drogie i ekskluzywne. Hotelarze! Kto Wam wmawia, że te cieniutkie plastikowe poduszki są fajne? Otóż nie, nie są!  Dlatego ja nauczona hotelowym doświadczeniem, od lat wielu mam zawsze ze sobą mojego cudownego ergonomicznego i turystycznego tempura, więc hotelowe poduszki przestały mi być jakkolwiek straszne, bardzo polecam. Wszyscy, którzy są lekko po trzydziestce i budzą się rano z bólem karku, na pewno mnie rozumieją.

BASEN & SPA

Dla mnie hotel z zapleczem basenowo-saunowym to absolutne minimum socjalne na wyjeździe. Z pogodą bywa różnie. Jest albo za gorąco, albo zimno i pada, albo zwyczajnie nie chce nam się przez jeden dzień zwiedzać i włączmy opcję SPA. 


W Almond basen nie jest za wielkich rozmiarów podobnie jak cała przestrzeń z jacuzzi i saunami. W przypadku małego obłożenia raczej nie ma problemu, jednak przy większej ilości gości, którzy jednocześnie chcą skorzystać z tej części hotelu, może być to nieco problematyczne. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze obostrzenia związane w Covid-19, które znacząco ograniczają ilość osób przebywających na jednym metrze kwadratowym. Podczas mojego pobytu absolutnie nie było z tym problemu, korzystaliśmy ze wszystkiego do woli, wielokrotnie nawet będąc na basenie sami. 

tripadvisor.com                 

Rozmiar basenu jest taki w sam raz, 40 długości spokojnie wystarczy aby się trochę zmęczyć, do tego hydromasaż oraz ważna informacja dla alergików, woda nie jest chlorowana. Czystość wody utrzymywana jest za pomocą koloidów srebra. To metoda, która  jest coraz bardziej popularna w obiektach hotelowych, a jej główną zaletą jest brak unoszącego się wszędzie zapachu chloru. 
W strefie są dwie sauny fińska i parowa oraz całkiem spora wanna z bąbelkami. Cieszy również fakt, że całość jest czynna do 22, a nie jak w przypadku innych hoteli tylko do 20.

Goście mogą również skorzystać z zabiegów relaksacyjno - upiększających, które oferuje SPA. Mnie nie było to niestety dane. Motyw przewodni tego pobytu był pod znakiem podróży koleją i tramwajami do oporu, a nie płaszczenia czterech liter na masażach. 
Taki life.
miejscakonferencyjne.pl     

JEDZENIE

To jedyna rzecz, której absolutnie nie polecam w tym hotelu i piszę to ku przestrodze abyście nigdy i to przenigdy nie rezerwowali tutaj noclegu ze śniadaniem. Jeżeli to zrobicie pomimo moich ostrzeżeń musicie się liczyć z tym, że niczego nie będziecie już jeść do późnych godzin popołudniowych i ominie Was milion sposobności do przetestowania nowych knajpek rozlokowanych po całym Trójmieście. Bo jak degustować jedzenie z pełnym pyszności żołądkiem. No jak?


Śniadanie w Almond jest boskie i różnorodne. Każdy ale to bezwzględnie każdy znajdzie na nim coś dla siebie. Na zimno, ciepło, słodko lub wytrawnie. A dział z deserami to już jest zło bezwzględne, bo są tak pyszne, że chcesz pożreć 3, a nie jeden. I nieważne, że jesteś cukrzykiem bądź na detoksie. Ostatnio tak bardzo zachwycona śniadaniem byłam w Andel'sie w Łodzi, gdzie również nie można było sobie odmówić przyjemności spróbowania absolutnie wszystkiego.


Jakby tego było mało, integralną częścią hotelu jest restauracja "Magiel", która również przyciąga do siebie amatorów dobrego jedzenia. Krótka karta, świeże składniki to tylko niektóre jej atuty, które na szybko udało mi się zaobserwować. Byłam tylko raz i z racji wcześniejszej bezwzględnej satysfakcji gastronomicznej, byłam w stanie wciągnąć jedynie genialnego śledzia z pieczonymi ziemniakami, jak oto na zdjęciu poniżej.


Niebywałym atutem tego miejsca jest również malownicze położenie. Przy sprzyjającej pogodzie, przed restauracją są wystawione leżaki w bezpośrednim sąsiedztwie wspomnianej już wcześniej przystani Zabi Kruk. Taka okoliczność przyrody sprawia, że picie wieczornego drinka może być o niebo przyjemniejsze niż spożywanie go na gwarnej i zatłoczonej Wyspie Spichrzów. 

Jeżeli dysponujecie własną motorówką, na lunch czy drinka, możecie sobie podpłynąć pod Almond o dowolnej porze dnia czy wieczoru.

mojekonferencje.pl     

PODSUMOWANIE

Hotel Almond Business & SPA jest godny polecenia i to pod każdym względem. Dogodna lokalizacja, świetna jakość w stosunku do ceny, dobre jedzenie oraz sympatyczny personel. 

To miejsce, które z pewnością i to z miłą chęcią odwiedzę ponownie, planując kolejną podróż do Gdańska.




KREW i WODA czyli fine dining by MARIUSZ PIETERWAS!



Na tle dynamicznie rozwijającego się i tętniącego życiem niemal w każdej uliczce - Gdańska, Gdynia na pierwszy rzut oka prezentuje się dość spokojnie, a nawet można powiedzieć, że nieco biednie. Swojego uroku nabiera dopiero po pewnym czasie gdy zaczynamy ją odkrywać i odnajdujemy miejsca nowe, ciekawe, a nawet inspirujące. Niewątpliwie jednym z nich jest gastronomiczny zaułek dla smakoszy czyli restauracja KREW & WODA prowadzona przez małżeństwo Martę i Mariusza Pieterwas.


Działająca już (albo tylko) pięć lat restauracja zdążyła zdobyć wiele prestiżowych nagród i wyróżnień (w tym aż trzy Żółtego Przewodnika Gault-Millau Polska), jak również 380 recenzji na tripadvisor.pl.  Zdecydowana większość tych ocen jest kategoryzowana jako doskonała i bardzo dobra, dzięki czemu "Krew i Woda" zyskała tytuł Travellers' Choice 2020 - nagrody, która od 2002 roku przyznawana jest przez podróżnych wyłącznie miejscom wyjątkowym. 

Wszystko to za sprawą znakomitego szefa kuchni i właściciela w jednej osobie czyli, Mariusza Pieterwasa. To właśnie z uwagi wyjątkową kombinację talentu i kunsztu restauratorskiego tego duetu z Gdyni - postanowiłam przejechać 600km by przekonać się o tym organoleptycznie. 

WNĘTRZE

Jest absolutnie bezpretensjonalne. Całość skupiona na otwartej kuchni, gdzie raz po raz pojawiają się ogień i para za którą znikają kucharze. Na ścianach dumnie wiszą wszystkie nagrody, dyplomy i wyróżnienia, które przez lata zdążyły je prawie zapełnić. Bar obfituje w półki pełne alkoholi z różnych stron świata. Całość jest jasna i przestronna gdyż lokal zajmuje niemalże cały parter rogu kamienicy u zbiegu ulic Abrahama i Armii Krajowej. Jest też ogródek z kilkoma stolikami jednak na mój gust jest zbyt blisko ulicy aby z niego korzystać.

MENU

Jak sama nazwa restauracji wskazuje, menu skupia się głównie wokół KRWI czyli mięsa oraz WODY odnoszącej się do owoców morza. Opiera się ono na 20-letnim doświadczeniu szefa kuchni, który pracował w wielu europejskich restauracjach, których część była wyróżniona gwiazdkami Michelin. To również inspiracje zaczerpnięte z licznych podróży, które małżeństwo dość często odbywa po całym świecie. Kartę otwierają dania specjalne: ostrygi, homar kanadyjski, steki z polskiej i argentyńskiej wołowiny w różnych kombinacjach. Dostępne są również zakąski, a wśród nich "spécialité de la maison" czyli wątróbki drobiowe w czerwonym winie, tak bardzo chwalone przez gości na TripAdvisor. 


Mój wybór jak zwykle w miejscu, któremu obdarzam zaufaniem, padł na surowiznę czyli tatar z tuńczyka oraz małże holenderskie. Te skorupiaki to dla mnie niezapomniany smak dzieciństwa, spędzonego w Brukseli. Na słynnej na cały świat Rue des Bouchers unosi się specyficzny zapach "zupy mulowej" oraz podawanych do niej frytek i białego wina. W "Krew i Woda" ten przysmak serwowany jest w kilku wersjach różniących się od siebie dodatkami. Możemy wybrać wśród opcji: hiszpańskiej z chorizo, włoskiej z parmezanem, francuskiej z białym winem, tajskiej na mleku kokosowym albo na wywarze homarowym z koniakiem. 


Jeżeli "mule inne robale wodne" to niekonicznie "wasza bajka", to do wyboru pozostają: linguine z kurczakiem, ravioli z łososiem lub curry z wołowina. Osoby na diecie wegańskiej również mogą wybierać spośród wielu ciekawych pozycji np. risotto z grzybami (mun, Shitake, borowik) i pastą truflową.

Jest również menu tablicowe czyli krótkie sezonowe serie utrzymane w konwencji restauracji czyli głównie mięso i owoce morze.

OBSŁUGA

To integralna część każdej restauracji. To od jej zachowania, wiedzy i podejścia do gościa, bardzo często zależy finalne wrażenie jakie restauracja na nas pozostawi. Dobre jedzenie to czasami o wiele za mało. Kelnerki w Krew i Woda są ale ich nie ma taki rodzaj dyskretnej i profesjonalnej obsługi zapewnia personel. Doskonale zorientowane w menu, pomagają dobrać odpowiednie danie nowoprzybyłym, zachęcają do wypróbowania nowości stałym bywalcom. 


Ja osobiście wchodząc do lokalu zawsze zwracam uwagę na reakcję obsługi. Jeżeli wita mnie niczym niewymuszony uśmiech, a nie niemalże dźwięk "wywracania oczami", że znowu ktoś przyszedł i będzie dupę zawracał, to zawsze jest to w moim odczuciu najlepszy prognostyk. Rozumiem też, że w miejscowościach turystycznych w okresie weekendów/wakacji przy klęsce urodzaju gości, ciężko trzymać fason i się cieszyć na widok kolejnych, często bardzo trudnych i roszczeniowych klientów. To zadaniem obsługi jest ujarzmić "bombelki" roznoszące lokal, podyskutować z ojcem rodu o właściwej temperaturze gotowania homara oraz bronić interesów firmy przy rozliczaniu rachunku końcowego. 

Załoga Krew i Woda staje na wysokości zadania o czym mogłam się przekonać personalnie. Chociaż w moim przypadku ani nie musiały pacyfikować mojego zstępnego, ani dyskutować o teorii gotowania, jak również reanimować przy płaceniu rachunku.

100% profesjonalizmu! 

CENY

Drogo? To kwestia względna. Zawsze można zjeść taniej ale i dużo, dużo drożej. Wybierając się do restauracji tego typu musimy się liczyć z kilkusetzłotowym rachunkiem. Zwłaszcza w sytuacji kiedy chcemy zjeść więcej niż tylko jedno danie, a wszystko to popić dobrym winem to raczej już norma.  Jeżeli za ceną potrawy stoi jakość i świeżość produktu, piękne podanie oraz wyśmienity smak oraz najwyższej jakości obsługa, to dla mnie nie ma żadnego problemu. 

Gorzej jeżeli za bajońskim rachunkiem nie stoi nic poza chwilową popularnością danego lokalu tłumnie odwiedzanego przez #foodies. Takich miejsc jako "gastrofil" spotkałam już wiele, zarówno w Polsce i jak i na świecie

Na szczęście w "Krew i Woda" do nich nie należy. 

CELEBRYCI

Jak każda restauracja z wykwintym jedzeniem i ciekawą lokalizacją również "Krew i Woda" przyciąga do siebie znanych i lubianych. Sprzyjają temu m.in. bliskie sąsiedztwo Teatru Muzycznego im. Danuty Baduszkowej czy coroczny Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni właśnie.

Częstym gościem jest tutaj Jakub Wojewódzki, możemy też spotkać Bartłomieja Topę, Wojciecha Smarzowskiego, Tomasza Sapryka oraz wielu takich, którzy nie uwieczniają się na pamiątkowych zdjęciach. Większość z tych osób pozostaje w przyjacielskich relacjach z właścicielami, którzy nie opierają swojego marketingu na "celebrytach", zapewniając im tym samym spokój przy spożywaniu posiłku. Bez asysty paparazzich czy nękających o zdjęcie fanów. 

Jak wiadomo nikomu nie je się komfortowo w błysku fleszy nawet tym mniej popularnym.


LA SQUADRA raj dla GASTRO & PETROL head'a!


Wyobraźcie sobie miejsce, w którym wyborne smaki przenikają się z kwintesencją luksusowej motoryzacji. Miejsce, gdzie zostają pobudzone wszystkie nasze zmysły. I pomimo faktu, że znajdujemy się w centrum Katowic, czujemy jakby ktoś nas niepostrzeżenie przeniósł wprost do słonecznej Italii.

Co to za miejsce i skąd się wzięło na mapie Górnośląsko - Zagłębiowskiej Metropolii?




Ulica Bocheńskiego -  jak część z Was doskonale się orientuje, znana jest głównie z gigantycznych korków, giełdy warzywno - owocowej oraz Grupy Pietrzak, która od 1994 roku wzdłuż tej arterii drogowej, otwiera swoje salony samochodowe. I o ile nowe modele Renault, Peugeot czy Dacii nie wzbudzały zbytnich emocji wśród codziennych użytkowników tej trasy, tak wszystko radykalnie się zmieniło się w roku 2013. Z początkiem czerwca przy numerze 109 otwarto pierwszy tak prestiżowy, autoryzowany salon ekskluzywnej marki samochodowej - Ferrari

Nie było w tym czasie osoby, której wzrok choćby na chwilę nie uciekł w jego kierunku. Z nowoczesnej bryły salonu zawadiacko zerkały czerwone i żółte, kultowe modele tej marki. Jedni pukali się w czoło kwitując, że nikt ich nie kupi, a inni kombinowali, jak choćby na najskromniejszego Spidera, bez wiedzy małżonki sobie uciułać. 

Patrząc na dynamiczny rozwój salonu oraz jego wyniki sprzedażowe, okazało, że klientów chcących wydać na samochód milion czy dwa w Katowicach i okolicach wcale nie brakuje.



W ciągu sześciu ostatnich lat salon przeszedł ogromną metamorfozę. Powiększono salę wystawową, dobudowano serwis, blacharnię, lakiernię oraz wprowadzono usługi profesjonalnego detailing'u. Do oferty sprzedażowej na Bocheńskiego 109 wprowadzone zostały również inne luksusowe marki pojazdów. 

W 2016 roku do Grupy Pietrzak dołączyło kultowe, włoskie MASERATI. Salon w Katowicach może szczycić się tym, że jest największy w Polsce. Oferuje swoim klientom m.in, pokój do konfiguracji wymarzonego modelu Ghibli, Quattroporte czy Levante. Jest w nim butik z oryginalnymi akcesoriami marki Maserati. Na miejscu znajduje się również autoryzowany serwis, lakiernia i blacharnia.



W roku 2018 do portfolio dołączyła legendarna marka ALPINE, która specjalizuje się w produkcji samochodów sportowych. Model A110 w wersji Pure, Legende lub OS jest dedykowany klienteli, która czerpie przyjemność z jazdy bez nachalnej ostentacji. To typowe samochody z serii fun. Mały, szybki i w pięknym niebieskim kolorze.


Prędzej czy później, skoncentrowanie w jednym miejscu takiej ilości luksusu, musiało skutkować otwarciem przestrzeni, która umilałaby swoim klientom klasy premium czas oczekiwania na odbiór samochodu z serwisu bądź usługi detailing'u. 

I tym sposobem pojawia się La Squadra. Nazwa nie jest tu przypadkowa. Już od roku 2015 ukazuje się magazyn dla właścicieli i miłośników motoryzacji przez duże M - o tym samym tytule, który wydawany jest przez salon Ferrari. Koncept restauracji połączonej z galerią jest bardzo innowacyjny, nie tylko na mapie Katowic ale i w skali całego kraju. Miejsce, w którym organizowane są wystawy oraz spotkania z wybitnymi twórcami, łączy się z restauracją, do której możemy wpaść na lunch w ciągu dnia, a wieczorem na wyborną kolację.


Pomysł na La Squadrę nie jest ani autorski ani przypadkowy. W 100% inspirowany jest restauracją Montana, która od przeszło 20 lat karmi odwiedzających małe, włoskie miasteczko Maranello, które swoją światową sławę zawdzięcza fabryce samochodów marki Ferrari właśnie. 
Przepis na sukces katowickiej restauracji ma być prosty - sezonowe składniki najlepszej jakości, krótka ale nie nudna karta i dużo dobrego wina. 


Jak się prezentuje się menu La Squadry?

Według mnie każdy prawdziwy entuzjasta kuchni włoskiej znajdzie tutaj coś dla siebie. Dania są starannie dobrane, reprezentują wiele włoskich regionów i przysmaków z nich słynących. Jest spaghetti, risotto, są owoce morze oraz mięsa - głównie polędwica wołowa i trochę drobiu. Jeżeli lubicie carpaccio czy to rybne czy mięsne, to w aktualnej karcie go nie ma, a szkoda bo jak wiadomo dobre carpaccio jako antipasti nie jest złe. W ramach kompensaty są plastry pieczonego indyka w sosie tuńczykowym. Dwa ciekawe makarony gramigna i paccheri według przepisu MAMA ROSSELLA.

Łasuchom polecam semifredo albo suflet czekoladowy oraz klasykę gatunku - tiramisu. Czy La Squadra zdała test espresso? Zdała. Kawa gorąca i aromatyczna, we właściwym rozmiarze z delikatna pianką na wierzchu. Duży plus również za znakomitą wodę GALVANINA, którą osobiście uwielbiam, a którą bardzo rzadko można zamówić we włoskich restauracjach, gdzie niepodzielnie rządzą Aqua Panna i San Pellegrino.



Cechą charakterystyczną tego miejsca jest sposób jaki goście umilają sobie czas oczekiwania na zamówiony posiłek. Pojedynczo lub gromadnie opuszczają stoliki i udają się do części wystawowej, gdzie mogą podziwiać prawdziwe perełki światowej motoryzacji. Cieszą oko nowsze i starsze modele Ferrari, BMW, Mercedesa czy Maserati. Możemy sobie pstryknąć fotkę lub wypytać o kilka szczegółów technicznych kogoś z obsługi.

Co odważniejsi zapuszczają się w dalszą część salonu, gdzie można już śmiało zamawiać upatrzony model. Jak nas chwilowo nie stać, to mamy okazję powzdychać sobie do pięknej Californii, wizualizując siebie za jej kierownicą - pędzącego w korkach.

Zawsze to lepsze niż wzdychanie do Dacii Logan.




Copyright © Fancy Life Lover