GOODIEBOX czyli szczęście ukryte w pudełku!



Idea subskrypcyjnych boxów niespodzianek z kosmetykami jest obecna na rynku już od bardzo dawna. Osobiście podchodziłam do niej dość sceptycznie z uwagi na wiele czynników. Jeden z nich był przeważający - po jaką cholerę zamawiać coś, czego się nawet nie potrzebuje. 

Po latach pokornie stwierdzam, że zbyt szybko i pochopnie przekreśliłam ten concept.

Miesięcznie na rynku kosmetycznym ma miejsce kilkaset premier produktowych. Większość z tych nowości pojawia się w opłacanych przez producenta reklamach, gdzie pod niebiosa wychwalają je wszelkiej maści celebrytki. Prawdziwe influencersko - blogerskie "polecajki" również już dawno się skończyły. 

W postach, rolkach i relacjach we wszelkiej maści social mediach większość kosmetycznych rekomendacji jakie możemy znaleźć to oznaczone i nieoznaczone reklamy, bartery i product placementy, którym ciężko w jakikolwiek sposób zaufać czy  zawierzyć. 

Jednak nie da się kupić i wypróbować wszystkiego na sobie. Taka metoda prób i błędów jest po pierwsze szalenie nieekonomiczna finansowo i czasowo, a dwa nie sprzyja duchowi zero waste. Bo co zrobić z kremem, podkładem czy pomadką, które nam nie spasowały? Wyrzucić, dać komuś czy gromadzić do wyczerpania miejsca na półce w łazience?  

No kłopot.

Dlatego dla osób, które lubią kosmetyczne nowinki, ale niekoniecznie chcą wydawać na nie fortuny, boxy są rozwiązaniem wprost idealnym.


Zasada jest banalnie prosta. Szukamy firmy oferującej kosmetyczną subskrypcję, rejestrujemy konto, podpinamy kartę i gotowe. Co miesiąc aż do momentu rezygnacji będziemy otrzymywać pudełko z różnego rodzaju kosmetykami do twarzy, ciała i włosów, aby móc je rzetelnie przetestować w domowym zaciszu.

Jaką firmę wybrać? Jak zwykle wybór jest ogromny, dlatego najlepszym sposobem jest przyjrzenie się zawartości poprzednich edycji pudełek. Na tej podstawie z pewnością dobierzemy firmę, która oferuje produkty najbliższe naszym oczekiwaniom. 

Ja postanowiłam iść nieco pod prąd i skorzystać z oferty najbardziej rozreklamowanej w social mediach firmy, czyli GOODIEBOX.

GOODIEBOX

To wywodząca się z Kopenhagi firma kosmetyczna, która w roku 2012 wyspecjalizowała się w pudełkach kosmetycznych. Początkowo działała tylko na terenie Danii, jednak zainteresowanie oferowanymi przez nią boxami szybko przekroczyło granice ojczyzny klocków Lego. Już kilka lat później firma mogła pochwalić się ponad 80 tys. subskrybentkami z Niemiec, Norwegii, Belgii, Holandii i Szwecji. Jednak apetyt firmy się nie zmniejszał.

CEL? Sto pięćdziesiąt tysięcy aktywnych subskrybentów.

W roku 2019 utworzony przez Goodiebox beauty-tech startup zebrał w finansowaniu społecznościowym (crowdfunding) ponad 9 mln euro. Kapitał został przeznaczony na rozbudowanie oferty oraz na podbój nowych rynków zbytu w tym m.in. Polski. To właśnie dzięki tym środkom od początku tego roku możemy obserwować intensywną i mistrzowsko przeprowadzaną kampanię marki. 

Goodiebox zawładnęła polskimi mediami społecznościowymi, deklasując rodzime firmy takie jak: PUREBOX, SHIBUSHI, BEGLOSSY czy ILOVEBOX.

POKAŻ KOTKU, CO MASZ W ŚRODKU?

Jaka jest autentyczna zawartość boxa - ta materialna i nam osobiście odpowiadająca, można przekonać się, zamawiając pudełko startowe. Dzięki kodom polecającym koszt wraz z wysyłką do Polski to tylko 45zł. Chcesz spróbować? Kliknij ten LINK i odbierz 50% rabatu na swoje pierwsze pudełko.

Ja wczoraj otrzymałam już swoje czwarte pudełko. Każde z nich ma różniącą się od siebie zawartość. Są to głównie kosmetyki do pielęgnacji i oczyszczania twarzy i włosów takich niszowych marek jak m.in: ECOOKING, IVY AIA, McoBeauty, Elemis. Każda z nich jest w Polsce albo całkowicie nieznana, albo dostępna wyłącznie w małych drogeriach internetowych. 

Znajdziemy w nich również akcesoria do masażu twarzy i głowy.

Pojemności są zróżnicowane. Część produktów ma pełnowymiarowy rozmiar, część jest w wersji podróżnej. Z całą pewność wartość całego boxa znacząco przekracza jego cenę, czyli 89,99zł.

Ponadto całość zapakowana jest w szufladkowy kartonik, który można wykorzystać do przechowywania różnych drobiazgów, jak również połączyć ze sobą tworząc mini komódkę.  

Całość jest bardzo estetyczna i każdorazowo przekracza zapłaconą wartość.

Jednym słowem POLECAM wszystkim wielbicielkom kosmetyków marek niszowych, lubiących testować ciągle czegoś nowego.

PS.

Niniejszy wpis (jak każdy na tym blogu) nie jest materiałem reklamowym ani w żaden sposób sponsorowany przez firmy tutaj wymienione.

Smak różu czyli BORN ROSE BARCELONA!

”LA VIE EN ROSÉ”

Nie jest tajemnicą, że jestem wielką miłośniczką trunków w kolorze różowym. Z bąbelkami czy bez w napojach tego koloru kryje się "niewinny" kompromis pomiędzy tym co delikatne w białym a zdecydowanym jak czerwone. Jest nienachalne i niezobowiązujące, a dzięki wyjątkowej sztuce, jaka tkwi w idealnie dobranym kupażu rześkie i odświeżające. Przełamuje schematy, dając poczucie wolności w sposobie wyrażania siebie. 


pimcollective.com    

BORN ROSÉ BARCELONA

Na rynku jest zaledwie od 2019 roku. Założona przez młodych pasjonatów, których główną ideą było stworzenie najlepszego Rosé w Hiszpanii. Chcą łamać konwenanse i schematy, tworząc produkt lekki, łatwy i przyjemny w degustacji. Wszystko to bez zadęcia i zbędnej ideologii. Ich jasną dewizą jest:

"UNCORK AND ENJOY"

W sukcesie mają pomóc winogrona najlepszej jakości wyłącznie z organicznych upraw oraz krótka lista oferowanych produktów. Przełamaniem konwenansów jest również pakowanie ROSÉ w puszki, które w winnym świecie raczej nie cieszą się uznaniem, a wręcz pogardą kiperów i sommelierów. 
Firma prowadzi bardzo rozbudowany terytorialne marketing, a swoje działania skupia w social mediach. Nowoczesne podejście do promocji, ciekawy visual produktowy skutecznie dociera do młodych i lubiących cieszyć się życiem odbiorców. 

Trzy lata bytności na rynku spowodowały, że Born Rosé możemy dostać w najlepszych lokalach w Europie, Stanach Zjednoczonych, Azji oraz Australii. W Polsce niestety marka nie jest jeszcze powszechnie dostępna. Aktualnie możemy ją znaleźć w ofercie PIMCO.

noticiasdelujo.com                 

JAK POWSTAJE ROSÉ

Wbrew pozorom proces tworzenia doskonałego rosé nie polega na zmieszaniu białego z czerwonym, ale skrupulatnego procesu winifikacji. Używa się do tego czerwonych winogron o jasnym odcieniu, a ich maceracja trwa dużo krócej niż w przypadku powstawania czerwonych odmian, bo przerywana jest już po kilku godzinach w wyjątkowych sytuacjach dniach. W wyniku tego przyspieszonego procesu powstaje trunek o subtelnej barwie i niepowtarzalnym smaku.

robnikgroup.com     

Z CZYM I DO CZEGO PIJEMY ROSÉ?

Rosé nie jest jeszcze bardzo popularnym trunkiem, a jego spożycie jest ciągle znikome względem białego szampana i prosecco. Jego lekki charakter kojarzy się głównie z latem, lekkimi potrawami i deserami. Idealnie sprawdza się jako aperitif bądź szprycer z dodatkiem świeżych winogron, truskawek i fantazyjnych kostek lodu. Jest rześkie i świetnie gasi pragnienie w gorące dni. 


CO RÓŻOWEGO POLECAM?

Born Rosé jest moim najnowszym odkryciem i miłym zaskoczeniem z uwagi na stosunek ceny do jakości. W szczególności BRUT, który jest niesłychanie odświeżający w smaku i w 100% odzwierciedlający moje organoleptyczne gusta.

Od lat jestem fanką MOÉT & CHANDON ROSÉ IMPERIAL oraz VEUVE CLIQCUOT BRUT ROSÉ jednak ze względu na szlachetność i cenę tych trunków nie są one zbyt powszechnie dostępne w gastronomii. Częściej można spotkać ich klasyczne białe odmiany. Ekskluzywność powyższych wskazuje raczej ich spożycie w szczególnych okolicznościach przyrody jak urodziny, rocznice i egzotyczne wyjazdy niż bezrefleksyjne żłopanie w kawiarnianym ogródku bądź oblewanie się na koszt "Dżordża" ze słonecznego Miami.

Dlatego z  półki dużo niższej, ale w pełni poprawne, "wypijalne" i dostępne bez problemu są m.in: Freixenet Italian Rosé, Montelliana Brut Prosecco Rosé czy Prosecco Stock Rosé Brut.

Warto tu również wspomnieć Lillet Rosé, które reprezentuje inną kategorię napoju, ale równie wybornie smakuje latem w postaci zmiksowanej z owocami, świeżą miętą i lodem zwłaszcza z dachu SASSY ROOF TOP z widokiem na Gdańsk.


Jeżeli chcesz skosztować Born Rosé to na tę chwilę możesz to zrobić jedynie zamawiając je on-line w sklepie firmowym lub partnerskim. Klikając w TEN LINK, można skorzystać ze zniżki €10 przy zamówieniu powyżej €40. 

Wysyłka do Polskich jest darmowa dla wszystkich zamówień powyżej €30.


PS.
Artykuł nie jest sponsorowany i wyraża wyłącznie moje osobiste preferencje i odczucia. 
Zgodnie z Ustawą o zachowaniu w trzeźwości oraz przeciwdziałaniu alkoholizmowi Dz.U z 2021 r. poz. 1119, tekst jest skierowany wyłącznie do osób pełnoletnich.

REFEEL czyli super concept zero waste!

Ostatnio dość głośno jest w mediach o refillach, w których samodzielnie można uzupełnić swoją pustą butelkę po szamponie, mydle w płynie czy żelu pod prysznic. Automaty do ponownego uzupełniania produktów w płynie, bo o nich tu mowa coraz częściej można spotkać w sklepach firmowych oraz sieciach.

Idea, jaka im przyświeca to przede wszystkim to ZERO WASTE, czyli produkowanie jak najmniejszej ilości odpadów przez gospodarstwa domowe oraz MONEY SAFE bezpośrednia korzyść dla klienta poprzez nabycie danego produktu w niższej cenie.


Właśnie w takim duchu powstała marka, która sprzedaje ekologiczne kosmetyki myjące oraz środki czystości w zwrotnych, szklanych opakowaniach. Poznajcie REFEEL. refillable home & body concept oraz jej współzałożycielkę Magdalenę Rajchert-Zublewicz - psycholog, doktor nauk ekonomicznych oraz od ponad 10 lat aktywny przedsiębiorca, która udzieliła mi krótkiego wywiadu.


Skąd pomysł na Refeel Concept?

"Refeel Concept powstał w naszych głowach już dwa lata temu, z naszej osobistej potrzeby. Zauważyliśmy, że w naszych domach generujemy bardzo dużo plastikowych śmieci. Szczególnie widoczne było to podczas sprzątania łazienki, gdzie czasem okazywało się, że mamy pełny worek plastikowych opakowań po kosmetykach i środkach do czyszczenia. Sami staraliśmy już wtedy świadomie podchodzić do problemów ekologii - piliśmy wodę z kranu, na zakupy chodziliśmy ze swoją torbą, zwracaliśmy uwagę na zużycie wody w domu, itd... ale ten temat plastikowych śmieci bardzo nas "uwierał" i dlatego, pomimo że, każdy z nas ma swoją pracę, mamy swoje biznesy postanowiliśmy w wolnym czasie, po godzinach pracy zająć się stworzeniem konceptu z naturalnymi kosmetykami myjącymi i środkami czystości, które będą zapakowane w szklane, zwrotne opakowania.


Od pomysłu do wprowadzenia produktu na rynek minęły prawie dwa lata. Po drodze zaskoczyła nas pandemia, która w wielu kwestiach opóźniła ten proces. Ale od początku. Niedługo po tym jak pojawił się pomysł na Refeel Concept, wystartowaliśmy konkursie na najlepszy pomysł na startup organizowany przez DFRI. Udało nam się ten konkurs wygrać i przystąpić do długiego procesu negocjacji biznesowych z Inwestorem m.in. identyfikacji wizualnej. W międzyczasie pracowaliśmy samodzielnie nad składami naszych produktów, ich prototypy w swoim domowym laboratorium (Termomixie) stworzył Jakub Zublewicz. Potem był długi etap badań laboratoryjnych, opóźnienia w dostawach wynikające z pandemii i w końcu, prawie pół roku później niż zakładaliśmy, mogliśmy oddać pierwsze produkty w ręce naszych klientów".



Refeel Concept to trójka założycieli - Jakub Zublewicz, który posiada wykształcenie farmaceutyczne i odpowiada za kwestie związane ze składami produktów, doborem odpowiednich surowców oraz procesem technologicznym. Magdalena Rajchelt-Zublewicz za kwestie związane z promocją i marketingiem. Karolina Kosowicz-Kędzierska, która wraz z Magdą od lat działa w biznesie, współtworząc m.in. KASZAMANNA STUDIO, które zajmuje się wspieraniem wizerunku w gastronomii, a w Refeel Concept zajmuje się kwestiami logistycznymi.


To, że zespół założycieli posiada tak różne kompetencje, pozwoliło przeprowadzić większość działań niezbędnych do wprowadzenia produktów na rynek we własnym zakresie.


Do kogo skierowana jest oferta marki?


"Refeel Concept skierowany jest dla osób, które odczuwają tak zwane "zielone wyrzuty sumienia", tzn. mają świadomość zagrożenia katastrofą ekologiczną i potrzebę działania, ale nie mają jeszcze pomysłów jak działać. To nie są osoby, które są już bardzo aktywne w zakresie działań proekologicznych, bo dopiero zaczynają stawiać pierwsze kroki w oswajaniu ekologii. My wierzymy, że każdy mały krok (np. wybór zwrotnego szkła, zamiast plastiku) przybliża nas do wspólnego sukcesu. Dlatego, chcemy dać tym osobom narzędzia do walki z kryzysem klimatycznym. Czujemy podskórnie, że obraz ekologii kreowany przez media, może zniechęcać do podjęcia jakichkolwiek działań, dlatego stworzyliśmy model, który ma pokazać, że ekologia nie musi być wymagająca poświęceń i trudna do wdrożenia w każdym domu. Chcemy pokazać, że ekologia może być ładna, przyjemna i przy okazji". 



Jakie są plany na promocję firmy w duchu "zero waste"?


"Promocję marki zaczynamy organicznie. Chociaż wystartowaliśmy parę dni temu, dostajemy bardzo pozytywny feedback. Z pewnością będziemy chcieli postawić na influencer marketing i zaproponować współpracę autorytetom w zakresie ekologii. Mamy też pomysł na to jak pokazać, że ekologia może być estetyczna, w związku z czym nawiązaliśmy współpracę z Polą Augustynowicz - graficzką z Poznania i mamy pomysł na wspólną akcję (szczegóły niebawem). Bardzo chcemy odczarować ekologię i np. zmienić podejście do zwracania butelek. W naszym kraju kojarzy się ono raczej negatywnie, z ciężką torbą wypełnioną butelkami po napojach alkoholowych. My chcemy pokazać, że zwracanie butelek może być sexy i można to robić łatwiej, dlatego do każdego zamówienia dołączamy etykietę zwrotu, za pomocą której można odesłać nam puste butelki (i zgarnąć rabat na kolejne zamówienie) na zasadzie znanej dobrze z zakupów oferowanych np. przez Zalando. Generalnie na poziomie budowania strategii sprzedaży promujemy wszystkie działania, które są ekologiczne np. aby ograniczyć ślad węglowy związany z transportem, zachęcamy rabatami do większych zamówień, przy każdych zakupach dajemy możliwość zrezygnowania z plastikowych końcówek i wykorzystania ponownie tych, które zostały po poprzednim zamówieniu. Chcemy, aby nasza komunikacja z klientem nosiła znamiona edukacyjnej, jednak bez tonu moralizatorskiego. Zależy nam na fajnej relacji dwustronnej z klientami i rzetelnym feedbacku". 


Czy będzie ekspansja zagraniczna?


"Jest w planach! Na razie, jest na nią zdecydowanie za szybko, ale mamy poczucie, że Europa Zachodnia już dawno jest gotowa na nasze rozwiązanie, dlatego z pewnością za jakiś czas będziemy chcieli przetestować je również poza granicami naszego kraju".


Więcej o produktach tej marki dowiecie się ze strony refeelconcept.com


Wygodna moda czyli CHERS!


Od kilku sezonów moda na spodnie i bluzy dresowe nie przemija. Nie ma już marki na rynku, która w swojej ofercie nie posiadałaby przynajmniej kilku modeli dresów. Wybierając ten szczególny rodzaj, odzieży możemy przebierać jak w ulęgałkach. Ceny też są skrajnie różne. Dres możemy kupić za grosze albo wydać na ten cel grubo ponad 10000zł, jeżeli zamierzamy szturmować salony czy tam siłownie w monogramie Gucci czy Fendi.

Jednak czy popularne logo to wszystko? Poznajcie nową polską markę CHERS, która w poszukiwaniu swojej niszy, proponuje swoją wersję wygodnej, casualowej mody.


Dziewczyny z CHERS czyli Maja i Olga rozpoczęły swoją przygodę z designem dość niedawno. Obie poszukiwały dla siebie rzeczy, które łączą w sobie wygodę, wyglądają elegancko, są uszyte z materiałów dobrej jakości i finalnie nie kosztują miliona monet. Z racji tego, że nic takiego na siebie nie mogły znaleźć, postanowiły swoje oczekiwania wobec ubrań urzeczywistnić w postaci autorskich projektów. 

Tak właśnie narodziła się rodzima marka CHERS.


Jej grupą docelową w pierwszej kolejności są młode kobiety - głównie młodzież, które podobnie jak jej pomysłodawczynie szukają wygodnych ale nietuzinkowych ubrań wysokiej jakości. To dla nich właśnie zostały stworzone bluzy, spodnie oraz komfortowe body. Do wyboru jest kilka wariantów kolorystycznych, wszystkie stonowane i klasyczne. Jest czerń, czerwień i beż. 

Skąd inspiracje na projekty?

"Inspiracje czerpniemy z mody oraz łączymy je z naszymi wizjami i marzeniami. Chciałybyśmy tworzyć coś prostego, a zarazem wyjątkowego. Naszym celem jest połączyć styl elegancki ze sportowym, myślimy ze to może być fajne rozwiązanie dla wielu osób.Tworzymy je z myślą o tym o czym same marzyłyśmy, a nigdy nie mogłyśmy ich  dostać. Dlatego uznałyśmy, że same je stworzymy. Każdy produkt jest wykonany tak aby każdy szczegół był dopracowany, każda rzecz która przeszkadzała nam w ubraniach, które dotychczas nosiłyśmy jest zaprojektowana tak aby ubrania były jak najlepsze."

Jednak CHERS nie chce ograniczać się wyłącznie do kolekcji damskich. Od jakiegoś czasu trwają intensywne prace nad projektem bluzy dla panów, która już niedługo pojawi się w sprzedaży. Póki co wszystkie produkty możecie kupić wyłącznie w sklepie internetowym bądź na pośrednictwem mediów społecznościowych. Dziewczyny są aktywne zarówno na Facebooku jak i Instagramie.


Ja CHERS znalazłam właśnie na Instagramie podczas jednej z ich kampanii promocyjnych gdzie urzekła mnie bluza o nazwie BUF z charakterystycznymi pęknięciami na łokciach. 

Pomimo tego, że nie do końca nie mieszczę w grupie docelowej marki, uważam, że nawet osoby w moim wieku będą w pełni zadowolone z ich oferty. Spodnie SZELI idealnie wpasowują się w nowy wymiar dresowego "dress code'u", który coraz częściej wdziera się do biur i na uroczyste wyjścia. W połączeniu ze szpilkami i marynarką - bawełniane spodnie dresowe nie kojarzą się już jednoznacznie czyli kanapą, kubkiem gorącej czekolady i netflixowym serialem.

PILAWSKI czyli LOVE ME NOT!


          Jest w Katowicach ulica, na którą żaden turysta przypadkowo nie trafi. Głęboko ukryta w dzielnicy Szopienice - Burowiec, skrywa bogatą historię, o której wiedzą wyłącznie nieliczni. 

Stolica Górnego Śląska niemal każdemu spoza województwa, kojarzy się wyłącznie z kopalnią Wujek, strajkującymi górnikami i ewentualnie Spodkiem. Niektórzy tylko kojarzą dzielnicę Nikiszowiec, NOSPR czy Międzynarodowe Centrum Kongresowe 



Natomiast ulica Porcelanowa, bo o niej właśnie mowa jest absolutnie fascynująca i wyjątkowa w swoim rodzaju. Swoją rewitalizację zawdzięcza Fundacji Giesche, która od 2012 roku tworzy na niej park technologiczny "PORCELANA ŚLĄSKA PARK", który łączy ze sobą industrialną przeszłość tego miejsca z nowoczesnym tchnieniem. 

To teren, na którym w latach 20-tych XX wieku powstała pierwsza na Śląsku fabryka porcelany przemysłowej. Założona została przez braci Czuday ma pełną wzlotów i upadków bogatą historię, którą mamy dzisiaj wprost na wyciągnięcie ręki.



Obecnie, w odrestaurowanych budynkach pofabrycznych znajdują się prestiżowe lokale biurowo - usługowe. Spacerując uliczkami wzdłuż kompleksu możemy w nim odnaleźć niszowe sklepy, biura projektowe czy agencje reklamowe. W sklepie firmowym możemy kupić porcelanę marki PORCELANA BOGUCICE, która kultywuje tradycję jej produkcji w tym miejscu.

W Fabryce Porcelany organizowane są wydarzenia kulturalne, muzyczne, pokazy mody oraz lekcje historii. 

Miłośnicy dobrej kuchni będą zachwyceni odwiedzając przy okazji PRODIŻ BISTRO & NERO. Klimatyczne wnętrze restauracji, krótka karta menu oparta na wyśmienitych produktach to najkrótsza pozytywna recenzja jaką mogę w tym miejscu na teraz napisać. Miejsce wprost idealne na biznesowy lunch z kimś kogo chcemy zaskoczyć jak mogą inaczej wyglądać Katowice.

Ja natomiast na Porcelanowej znalazłam jego - BARTOSZA PILAWSKIEGO - projektanta młodego pokolenia, który swoim entuzjazmem odczarowuje moją wrodzoną niechęć do robienia zakupów w stacjonarnych butikach. 

Otwarty i uśmiechnięty, chętnie opowiada o swoich projektach i planach na przyszłość.




Bartoszu, skąd pomysł na stworzenie marki modowej?

"Może nikogo to nie zaskoczy, ale już w dzieciństwie interesowała mnie moda. Pamiętam, że jako dzieciak przeglądałem kolorowe magazyny, który wywoływały we mnie fascynację. Cała moja historia, to tak naprawdę pasja którą rozwijałem na przestrzeni lat. Moje pierwsze projekty powstawały na przełomie szkoły średniej. Wtedy też zacząłem poznawać ludzi z branży modowej, którzy dodatkowo napędzali mnie i inspirowali swoją zajawką. Moda na dobre stała się częścią mojego życia, kiedy zamieszkałem na studiach w Warszawie i zdobywając kolejne staże, a z nimi doświadczenia powstała wizja marki która oddaje mnie samego. Moda jest nie tylko moją pracą, ale także hobby. Obserwując ją przez te wszystkie lata i nabierając doświadczenia powstał w mojej głowie koncept, który miał odpowiadać potrzebą ludzi lubiącym wygodę i wielofunkcyjne rozwiązania. Szukając inspiracji do form, materiałów oraz printów powstała marka, która stawia na unisexowe podejście do ubrań, wielofunkcyjne rozwiązania i możliwość wystylizowania jednej rzeczy w wielu odsłonach. Powstała marka, której mi osobiście gdzieś na Polskim rynku brakowało, trochę zaspokoiłem tym samym swoje potrzeby".



Do kogo skierowane są Twoje kolekcje, kim są klienci?

"W swoich projektach staram się nie faworyzować żadnej grupy wiekowej. Moje projekty są skierowane dla osób, które lubią przełamywać klasyczne fasony i kolory, odważnymi printami, tworząc tym samym w stylizacji nietuzinkowe połączenia. Klientami mojej marki są zarówno ludzie bardzo młodzi, którzy szukają wygodnych i ciekawych rozwiązań na co dzień, ale też dużą ich część stanowią dojrzałe kobiety, które przy kobiecych stylizacji wykorzystują proste formy."



Inspirujesz się innymi markami czy jesteś inspiracją dla konkurencji?

"Jeżeli chodzi o inspirację, to tak oczywiście, że jest wiele projektantów, którzy inspirują mnie swoimi kolekcjami czy projektami. Czerpie również inspiracje z otaczającego mnie świata, tak właśnie powstała kolekcja „Wild Heaven”. Ciężko jest mi jednak odpowiedzieć czy ja sam i moje projekty są inspiracją dla innych. Oficjalnie na rynku moja marka jest dosyć krótko i cały czas jeszcze ciężko pracujemy wraz z moim zespołem na jej dobre imię. Wydaje mi się, że przed nami jeszcze długa droga bym mógł powiedzieć, że jestem inspiracją dla innych."



Jak wygląda rozwój firmy, kto w niej pracuje?

"Przez ten niedługi okres firma poszerzyła się o nowych pracowników i nowe działy. Zaczynałem sam wraz z drugim założycielem Rafałem Wyszyńskim. W tym momencie, w głównym butiku który jest również pracownią, w której powstają wszystkie kolekcje współpracuje wraz z moją niezastąpioną asystentką Lindą Golińską, która również jest mózgiem wszystkich większych projektów mojej marki. Mamy dział produkcji, którym zarządza Błażej. To dzięki niemu szyjemy na wyselekcjonowanych Polskich tkaninach, a każdy projekt pod względem technicznym jest na najwyższym poziomie. Wymieniając nasz skład nie mogę pominąć naszej krawcowej Ani, która nadaje moim wizją kształt i zamienia je w ubrania, które widzicie na wieszaku."


Jakie są plany rozwoju marki?

"Obecnie jesteśmy w trakcie planowania kolejnej kolekcji. Tak jak wspomniałem wcześniej, cały czas rozwijam swoja markę. W tym roku udało nam się zrobić kilka fajnych projektów dla takich festiwali jak Tauron Nowa Muzyka czy Open’er

Kolejne tego typu plany nie są jeszcze sprecyzowane".

Gdzie możemy kupić Twoje projekty?

"Na chwilę obecną skupiam się na sprzedaży w Polsce. Dział sprzedaży tak jak cała reszta rozwija się małymi krokami. Zaczynaliśmy od jednego butiku i stopniowo moje kolekcje pojawiały się w różnych stacjonarnych concept storach w Warszawie jak: Galeria Mokotów, 
Pasaż 13, Galeria Echo oraz sklep firmowy w Fabryce Porcelany w Katowicach.

Ubrania można nabyć również online w showroom.pl i pakamera.pl oraz oczywiście na stronie domowej PILAWSKI.PL.

Nie wykluczam, że kolejnym etapem rozwoju będzie pojawienie się w butikach zagranicznych".


Z projektami Bartka jak i nim samym spotkałam się już jakiś czas temu i od tego momentu nieprzerwanie śledzę jego nowe kolekcje. W projektach bardzo cenię ich wygodę i casual'owe rozwiązania. Uwielbiam jego t-shirty, które nie naciągają się po drugim praniu oraz mega wygodne oversiz'owe bluzy z praktycznym otworem na kciuk, który idealnie sprawdza się chłodniejsze dni.  

Nowe projekty, zdjęcia z sesji oraz kampanie video możecie obserwować w prężnie działających mediach społecznościowych Pilawskiego: INSTAGRAM i FACEBOOK.

Z marką PILAWSKI od początku związana jest m.in. Magdalena Boczarska, która jest również twarzą najnowszej kolekcji "I'M NOT GON' STOP". Ubrane w płaszcze, bluzy i sukienki w charakterystyczny monogram Pilawski możecie również zobaczyć Dodę, Małgorzatę Rozenek, Patrycję Kazadi, Natalię Siwiec czy Fablujus.


Sam projektant i jego zespół są również współtwórcami największego wydarzenia modowego jakie kiedykolwiek zorganizowano na Śląsku czyli KTW FASHION WEEK

Od dwóch lat Fabryka Porcelany przemienia się w królestwo mody. W ciągu 4 dni odbywają się liczne pokazy i imprezy towarzyszące. Do Katowic zjeżdżają się aktorzy i celebryci, którzy podziwiają nowe kolekcje młodych talentów jak i znanych i uznanych polskich marek. Impreza na której warto być jeżeli uważamy się za miłośników mody, ciekawych projektów i osobowości.


Aktualnie w butiku flagowym w Katowicach oraz na stronie internetowej pilawski.pl jest już dostępna nowa kolekcja o nazwie LOVE ME NOT, której motywem przewodnim są: charakterystyczne dla projektanta tkaniny w monogram, przeźroczystości oraz skóra. Większość ubrań jest utrzymana w czarnej tonacji ale pojawiają się również: biel, tie die oraz czerwień. 




Kiedy projektowanie jest sztuką czyli WROBLEWSKA!


Wielokrotnie już tutaj pisałam, że największą część swoich inspiracji oraz wiedzy na temat nowości na rynku modowym, czerpię z mediów społecznościowych, głównie z Instagrama. W przypadku tej marki jej odkrycia dokonałam w KAGMAG - butiku ukierunkowanego na modę projektancką, który od wielu lat promuje w Katowicach polskich twórców. Możecie w nim znaleźć projekty młodych artystów sztuki designu jak i już uznane na rynku marki m.in: KĘDZIOREK, CONFASHION, MARIUSZ PRZYBYLSKI, BIENKOVSKA, MOOVE, KULIK, MAGDA HASIAK oraz wiele, wiele innych. Mnie podczas wizyty w KAGMAG bezgranicznie zachwyciła jedna z torebek, a mianowicie All Day Bag, projektu Katarzyny Wróblewskiej, która swoje torebki sprzedaje pod nazwą WROBLEWSKA właśnie. 


Kim jest Pani Katarzyna Wróblewska?

Jest twórcą, który eksperymentowanie w obszarze sztuki łączy z działaniem projektowym. Zatrudniona obecnie w Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi, na Wydziale Sztuk Projektowych. W 2012 roku uzyskała tytuł doktora sztuki w dziedzinie sztuk plastycznych, w dyscyplinie artystycznej – sztuki projektowe, a w lutym 2018 roku stopień doktora habilitowanego w dziedzinie sztuk plastycznych, w dyscyplinie artystycznej – sztuki projektowe. W swoim dorobku zawodowym ma udział w licznych wystawach zbiorowych, między innymi w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Warszawie, w wystawie Pedagogów Katedry Ubioru we Lwowie, w Ogólnopolskiej Wystawie Miniatury Tkackiej i Ogólnopolskiej Wystawie Tkaniny Unikatowej w Łodzi, wystawie „Dwie Katedry” w Poznaniu, „ Ochrona Funkcja Estetyka” w Łodzi, a także kilka wystaw indywidualnych, do których należą: „Organiczność Ograniczona”, „Synteza struktur i Iluzji” i „Transpozycja” Konstantynów Łódzki 2016. W ramach imprezy Łódź Young Fashion 2018 współtworzyła wystawę „Revision” będącą retrospekcją historyczną osiągnięć Pracowni Obuwia i Galanterii Skórzanej, którą Pani Wróblewska prowadzi od 2014 roku. 


W 2019 roku prezentowała swoja autorską kolekcję unikatowych toreb w Helsinkach na zbiorowej wystawie artystów Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, w 2019 w Paryżu na targach Who”s Next | The leading fashion trade show, na łódzkiej edycji Nocy Muzeów. W ramach działalności zawodowej tworzy również komercyjne kolekcje obuwnicze dla licznych polskich firm. Efekty pracy Katarzyny Wróblewskiej nie pozostawiają odbiorców obojętnymi, zaskakują kształtem, rozwiązaniami formalnymi i niezwykłym dopracowaniem detali. Jej talent, pracowitość, otwartość na nowe doświadczenia artystyczne i projektowe dopełniają szczególne cechy osobowe, przede wszystkim wrażliwość i empatyczne nastawienie.


Na sezon jesień-zima 2020/2021 marka WRÓBLEWSKA proponuje kolekcję, której tematem przewodnim jest FLOW, czyli przepływ – swobodne zanurzenie w rzeczywistości, z miejscem na oddech i radość życia. Kolekcja FLOW to dowód na to, że przeciwieństwa się przyciągają: czerń i biel, odważne azteckie motywy i klasyczne tłoczenie we wzór krokodyla, elegancka naturalna skóra i swojska wiklina – zestawione ręką artystki, pasują do siebie idealnie i dają harmonijną całość. FLOW jest kolekcją skrojoną na miarę potrzeb nowoczesnych kobiet, żyjących w pulsującym rytmie współczesności, pragnących zatrzymać się, by złapać oddech i cieszyć się pięknem artystycznego przedmiotu, jakim dzięki marce WROBLEWSKA stała się torebka. 


Luksusowe przedmioty wymagają najlepszej jakości, dlatego produkty marki WROBLEWSKA tworzone są w krótkich seriach i powstają wyłącznie w Polsce, w niewielkich rzemieślniczych firmach, od pokoleń zajmujących się kaletnictwem. Tworzenie każdego egzemplarza to powolny proces, któremu towarzyszy skupienie i dbałość o najmniejszy nawet detal. Torebki powstają z naturalnych, starannie wyselekcjonowanych materiałów, a dodatki do nich projektowane są indywidualnie i produkowane na specjalne zamówienie firmy.




Planowana perfekcja czyli MINIMALIFE!


Nie wiem jak Wy, ale ja już regularnie w okolicach grania Last Christmas w każdym sklepie, dostaje fioła na punkcie kalendarzy, plannerów i innych papierowych wynalazków do zarządzania czasem na nadchodzący nowy rok. Kolorowe karteczki, długopisiki, mazaczki, naklejeczki. Nabywam absolutnie wszystko aby rozpocząć kolejny Anno Domini w perfekcyjnie rozplanowanym bullet journalu.

Tak, macie słuszność w domyśle, nie dotyczy to aktualnego zawirusowanego 2020 roku, nikt go takiego nie przewidział, nawet ten, co zeżarł tego cholernego nietoperza. 

Jednak do rzeczy.

Przez pierwsze kilka tygodni mój kalendarz wygląda jak wzór kaligrafii wprost z samego Sevres, którego ksero każdy pierwszoklasista w tym kraju powinien mieć w tytce zamiast cukierów.

Zima mi jakoś w tej pięknej estetyce mija mi bez trudu, a i część wiosny również. Jednak wraz ze wzrostem temperatur, mój entuzjazm zaczyna z mała opadać, aby w okolicach września, wydarzenia z tego okresu notować w czerwcu, bo szkoda tylu pustych kartek marnować. Finał roku jest taki, że pięknych kolorowych wpisów już nie ma, a ja już nerwowo rozglądam się za absolutnie fantastycznym nowym modelem kalendarza na rok następny, z kolejną rocznicą (a było już ich chyba ze dwadzieścia pięć) w tle, w której to obiecuję sobie, że wytrwam w jego idealnym prowadzeniu po samiuśkiego Sylwestra.

Well. Jeszcze nigdy się nie udało. 

Podobnie było w tym roku. Entuzjazm był i owszem, nawet ogromny jak zawsze w styczniu porównywalny do tego z siłowni i łykania Desmoxanu w tym okresie. Ale jakoś tak niespodziewanie w połowie marca opadł, nie pisząc dosadniej, co tak naprawdę zrobił i co się z nim stało. 

Jak wszyscy wiemy z Wiadomości, zakup kalendarza czy też plannera na ten rok można porównać jedynie z zakupem biletów na finał Ligii Mistrzów z nadzieją, że nasi zagrają z Realem, czyli jakby trochę nazbyt pochopne. 

No ale kto mógł przewidzieć, skoro nawet Jackowski i wróż Maciej solidarnie milczeli.

Narodowe zniewolenie sprawiło jednak, że zaczęłam rozpisywać nowy projekt, a jak wiadomo nowych projektów nie wolno zapisywać w starych kalendarzach, więc zaczęłam się rozglądać za czymś na miarę nowego pomysłu, czyli absolutnie rewolucyjnym i wyjątkowym. Z tą różnicą, że nauczona błędami przeszłości, postanowiłam przechytrzyć los i kupić planner niedatowany. 

Trochę czasu mi to zajęło ale go znalazłam i nie byłabym sobą aby nie przepytać Natalii Bolewicz, skąd pomysł na stworzenie właśnie takiej marki.

Poznajcie ją i jej rewelacyjne plannery czyli MINIMALIFE.

MK: Jaka jest geneza powstania MINIMALIFE?

NB: Ooo tutaj mogłabym książkę napisać, ale pomysł narodził się już bardzo dawno temu, tylko brakowało mi odwagi. Od lat zbierałam różne notesy, plannery, kalendarze, pisadła, dodatki papiernicze i marzyłam o tym, aby zrobić coś swojego. Jednak praca na etacie zapewniała mi bezpieczeństwo i spokój, którego potrzebowałam. Jednak z czasem myśl o wyprodukowaniu plannera zaczęła kiełkować i postanowiłam stworzyć swój pierwszy produkt. Dalej nastąpiło ograniczenie etatu, a następnie zrezygnowanie z pracy na rzecz swojej działalności. Głównym motorem do zmian była chęć utworzenia sobie elastycznego stanowiska pracy które pozwoli mi zachować równowagę pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym i tak narodziła się nazwa, czyli MINIMALIFE. To nie minimalizm, ale właśnie prowadzenie życia zgodnie ze swoimi wartościami i etycznym podejściem do biznesu. 

MK: Do kogo skierowany jest produkt? 

NB: Swoje produkty głównie kieruję do kobiet. Zdarzają się mężczyźni planujący w plannerach MINIMALIFE, jednak moim punktem dotarcia są kobiety, które szukają produktów estetycznych, wysokiej jakości. Produktów, które swoim wyglądem będą zachęcały do zapisywania marzeń, projektów, do monitorowania postępów itp. Docieram do kobiet, które cenią sobie jakość i polskie marki - we wszystkie produkty wkładam serce i staram się, aby każda kolejna osłona była lepsza od poprzedniej. Grupa docelowa to także kobiety dla których ważna jest organizacja czasu, które musza godzić życie prywatne z zawodowym i potrzebują do tego odpowiednich narzędzi, aby ogarnąć rzeczywistość. Kieruje się również do osób, które chcą dopiero zacząć swoją przygodę z planowaniem - szukają kreatywnych rozwiązań na zarządzanie czasem np. pragną prowadzić bullet journal, czy po prostu, jak ja, kochają wysokiej jakości papier.

MK: Skąd czerpie Pani pomysły i inspiracje?

NB: Tutaj można powiedzieć krótko - ze świata, z tego co mnie otacza. Mam taką intuicję do kolorów, wzorów i jestem ogromnie szczęśliwa kiedy trafiam w gusta innych kobiet. Plannery powstają najpierw w mojej głowie, później pomysł nabiera kształtów i finalnie jest przedkładany na konkretną grafikę. Świat jest pełen wspaniałych kolorów, faktur, wzorów, które mogą utworzyć za każdym razem coś innego. Bardzo inspiruję mnie przyroda, kiedy uciekam od zgiełku codzienności pojawiają się najlepsze pomysły.

MK: Jak wygląda rozwój firmy i kto w niej pracuje?

NB: MINIMALIFE to dwa obszary działalności. Z jednej strony produkcje na zlecenia dla innych firm - produkuję gadżety wspierające sprzedaż, a z drugiej strony to moje osobiste produkcje w postaci plannerów, kalendarzy, notesów bullet plannerów, naklejek do planowania itp., które trafiają do sklepu MINIMALIFE. Firma stale rozrasta się pod kątem sprzedaży. Początkowo nie wierzyłam, że aż tyle kobiet będzie chciało planować w MINIMALIFE, a teraz grono powracających klientek stale się rozrasta. MINIMALIFE to głównie ja oraz osoby, z którymi współpracuję. Wielkie podziękowania należą się Agnieszce Kumańskiej - mojej graficzce, bez której wiele pomysłów nie byłoby możliwych do zrealizowania. Aga potrafi w cudowny sposób wchodzić do mojej głowy i wyciągać z niej pomysły, które wspólnie realizujemy. Planuję poszerzanie współpracy, jednak jest to ogromnie trudne na początku działalności, kiedy wydaję się, że wolę być osobiście odpowiedzialna za wszystko. Nieuchronnie zbliża się jednak przeniesienie całej logistyki na magazyn zewnętrzny, aby ułatwić sobie życie i nadal zachować MINIMALIFE jako wartość, która mi przyświeca. 

MK: Jakie są plany promocji marki?

NB: Nie wybiegam tutaj za daleko, ponieważ planuje max na najbliższy rok. Dalsza perspektywa jest zależna od mnóstwa innych czynników, więc wolę nie wybiegać tak mocno w przyszłość. Na tym etapie świetną niszą na rynku okazuję się dla mnie tworzenie autorskich kolekcji z cudownymi kobietami. Kolekcja MINIMALIFE x Radzka, to niewątpliwie świetny projekt, a także pomysł na promocję marki. Nie wykluczam, że pojawią się kolejne podobne współprace, które pozwolą wzmocnić wizerunek MINIMALIFE na rynku. 

MK: Jak wygląda ekspansja zagraniczna?

NB: Mam sporo klientek zagranicznych, jednak koronawirus sporo namieszał w zagranicznych wysyłkach. W tej chwili niestety każdą taką wysyłkę trzeba osobno sprawdzić, wycenić itp, co utrudnia poszerzenie rynku zagranicznego. Nie planuję większej dystrybucji produktów na rynki zagraniczne, ale zobaczymy co czas przyniesie.

Copyright © Fancy Life Lover